11.03.2016

Ten jeden jedyny argument

Ten jeden jedyny argument, który podważa wszystkie twoje racje...

Ileś tam lat temu żył sobie pies, który miał poważne problemy z tylną łapą. W młodości coś poważnego mu się stało, jakieś szkło, była krew, i od tamtej pory miał problemy z tą łapą. Nie mógł na niej biegać - mógł stać, ale przeważnie trzymał ją w górze. Zwierzak się dostosowuje do swojej sytuacji i on też się dostosował, dziwiła mnie natomiast innego rodzaju kwestia. On sobie jakoś tam normalnie w miarę z tą łapą chorą żył, ale wszystkie psy na osiedlu rzucały się na niego. I nie jest to metafora, naprawdę rzucały się agresywnie z zębami, czasami aż strach było go wyprowadzać. Niekiedy zdarzało się, że uciekał, a jak raz uciekł, to wrócił z ranami, i szwy później jakieś miał i w ogóle sytuacja nie była ciekawa. Ogromną agresję wzbudzał wśród innych psów i zawsze mnie dziwiło, skąd ona się bierze. Szedł sobie spokojnie, a tu nagle pies jakiś z zębami, później jakiś inny i kolejny. O co chodzi?

Pewnego dnia zostało mi wyjaśnione i wytłumaczone, że ta przyczyna agresji u innych psów jest prozaiczna: widzą, że jest słabszy, ma taką cechę świadczącą o słabości, a więc rzucają się na niego i atakują. To czysty instynkt.

Ten jeden jedyny argument

Tak samo jest w walce pomiędzy stadami: osobniki z jednego stada potrafią atakować i nawet pożreć słabsze osobniki z drugiego stada, np. młode, drobniejsze lub chore. Takie, które wykazują jakąś cechę świadczącą o słabości. I nie ma w tym niczego dziwnego: tak już po prostu jest, tak został świat skonstruowany. Obnoszenie się ze swoją słabością naraża na ataki i grozi utratą życia. Silniejszy czuje potrzebę atakowania słabszego - chociażby po to, żeby się nim najeść, zdobyć w stadzie uznanie lub poszerzyć granice swojego terytorium. I tak ten świat się kręci.

Co to ma wspólnego z tematyką internetu? Pozornie nic. Ale tylko pozornie.

Nie jest żadną tajemnicą, że do niedawna, do dzisiaj właściwie, prowadziłam blog, na którym obnażałam swoje słabości emocjonalne. Po prostu niekiedy czuję jakąś dziwną potrzebę wyżalenia się, opisania swych emocjonalnych bolączek i uporządkowania publicznie swoich dziwnych myśli. Oczywiście nigdy nie przekraczałam pewnych granic, nie podawałam danych osobowych czy szczegółów, bo nie o to mi chodzi, żeby kogokolwiek obrażać, wytykać palcami, ośmieszać czy prześladować. Skupiałam się raczej na swojej sferze emocjonalnej. No i chyba postąpiłam źle zakładając i upubliczniając tego rodzaju blog. Postąpiłam niczym zwierzak obnoszący się ze swoją słabością przed innymi zwierzakami. W tym przypadku przed innymi internautami.

Są tacy ludzie, którym wydaje się (albo i nie, może mają jakiś inny w tym cel...), że jak mi powiedzą, iż jestem taka, siaka czy owaka, żałosna, pierdolnięta, dziecinna, niesamodzielna bądź też matka robi mi krzywdę utrzymując mnie, to mnie to w jakiś magiczny sposób pomoże i za parę dni jak nic znajdę pracę, wyjdę z depresji, a lęk społeczny minie sam jak ręką odjął. Skąd się bierze tego rodzaju przekonanie? Pojęcia nie mam. Ponoć takie rzeczy pisze się, żeby mi pomóc i żebym wzięła się "za siebie". Ponoć mam obudzić się i "zejść na ziemię". Problem w tym, że ja całe życie za mocno tkwiłam na ziemi i za mocno stąpałam po ziemi, stąd mam depresję i nerwicę. Gdybym teraz miała w końcu trochę pobujać w obłokach, w niczym by mi to nie zaszkodziło - to tak w ramach dygresji na koniec akapitu.

I jeszcze obowiązkowo musi być klasyczne wywyższanie się: ja jestem młodszy, a osiągnąłem o wiele więcej. No a ty co?

No mnie jakby nigdy nikt nie robił szkolenia z internetu, że o tym wolno pisać, a o tym już nie, bo sprowokuje się kogoś do użycia argumentu pt. masz się mnie słuchać, bo jesteś taka żałosna! Jak można w tym wieku, no jak można? No widocznie można.

Ten jeden jedyny argument

A jednak obnażając swoją słabość w postaci bezrobocia, depresji, nerwicy daje przyzwolenie na używanie przez czytelnika właśnie tego typu argumentu: jestem taki wspaniały, a ty taka żałosna. Nie masz pracy, nie masz tego, nie masz tamtego i nie masz nic, bo jesteś żałosna. A ja jestem taki wspaniały, więc masz przede mną padać z zachwytu na kolana. Nie możesz mieć własnego zdania, własnych emocji, własnego niczego, bo jesteś taka żałosna i pojebana.

Powiem matce, że powinna mnie wywalić z domu na zbity pysk, bo bezczelnie jem chleb za jej pieniądze, a bezrobocia tak naprawdę nie ma. To czysty przypadek, że można sobie wysyłać i wysyłać i wysyłać CV i jeszcze wysyłać i nic z tego nie ma. I baba z jakiejś firmy, która mnie wczoraj przez telefon powiedziała, że mam nawet CV nie przysyłać, bo przecież nie mam DOŚWIADCZENIA na zaszczytne stanowisko młodszego asystenta za najniższą krajową, no i biegle angielskim nie władam - to też jest moja wina i skutek mej żałosności. Nie, to nie jest bezrobocie, w ogóle! To moja wina, że mnie nikt nie zatrudnia, bo nie mam doświadczenia, a nie mam doświadczenia, bo mnie nikt nie zatrudnia. To skutek mej żałosności, a nie bezrobocia. Tak, jak ja i tylko ja bym miała wpływ na decyzje pracodawców.

I jeszcze to jej stwierdzenie, że mają lepszych kandydatów i lepsze oferty - cóż, powinnam się już chyba przyzwyczaić do tej słynnej odpowiedzi. Teraz każdy zna biegle 5 języków, a na start dostaje 20 lat doświadczenia w tym czy innym dziale. Mogę sobie zrobić nawet jeszcze z 10 kursów, jeżeli tylko by było za co, ale jakby pewnych rzeczy nie jestem w stanie przeskoczyć. Mam takie choroby somatyczne, jakie mam, i takie lęki, jakie mam. Jestem w takiej, a nie innej sytuacji, mam takie doświadczenie, jakie mam, mam tyle kasy, ile mam, a przez ostatni rok dodatkowo mocniej dokuczają mi stany depresyjne i bardziej mi się wszystkiego odechciewa. A po wczorajszej rozmowie z "miłą panią" miałam ochotę zwinąć się w kłębek i pożyczyć jakąś skorupę od ślimaka-godżilli. Wszyscy ciągle lepsi, wszyscy ciągle więcej i bardziej, a mnie nikt nie potrzebuje.

I gdy słyszę znów tekst, że mają "lepszych kandydatów" (żesz kurwa, skąd oni ich biorą w takich ilościach?), to czuję się po prostu, jakbym aplikowała dosłownie na prestiżowe stanowisko kierownicze w jakiejś mega korporacji za minimum 3 tysiące złotych na start. Żeby było ciekawiej, to kiedyś dawno temu usłyszałam tekst o "lepszych kandydatach z DOŚWIADCZENIEM"... w sklepie spożywczym na dziale mięsnym. Jakież to trzeba mieć kwalifikacje ogromne i doświadczenie do ubijania mięsa i wykładania na ladę garmażerii??? Po prostu śmiech przez łzy.

A później gówniarz jakiś mi powie, że matka mnie powinna z domu wyrzucić, bo jestem żałosna, niedorozwinięta, niesamodzielna i powinnam być wdzięczna, że on w ogóle do mnie napisał, bo przecież nie mam nikomu nic do zaoferowania. No, taki mnie zaszczyt ogromny kopnął, że komuś tak wspaniałemu chciało się napisać do kogoś takiego jak ja!

Nie zdawałam sobie do tej pory sprawy, że ktoś, kto poznał mnie choć trochę na blogu, może mieć o mnie AŻ tak złe zdanie i może AŻ tak mną pogardzać, aż tak nie mieć do mnie szacunku i aż tak uważać mnie za byle co. Szczerze to chyba nigdy na blogu nie miałam z kimś takim do czynienia. Zdarzało się, że ktoś mi tam napisał "weź się w garść!", jakieś dobre rady z dupy dawał albo jakieś "wyjedź w góry, to ci przejdzie", ale z czymś takim na blogu spotkałam się po raz pierwszy w życiu. I wystarczy mi.

Ten jeden jedyny argument

Nie wiedziałam, że czyta mój blog ktoś, kto aż tak bardzo mną gardzi i kto naprawdę ma mnie za ostatnie dno, ścierwo i co tam kto chce. No szok, po prostu szok, ale pewnie powinnam była się tego spodziewać wystawiając swoje słabości na światło dzienne, globalne. Gdy pies ma jakąś wadę, reszta się na niego rzuca. Nawet pies lękliwy może spowodować atak na siebie swoim lękiem. W świecie ludzi działa to tak samo, cywilizacja to tylko przykrywka.

Nawet wśród dzieci w podstawówce funkcjonuje taki sam mechanizm: gdy któreś jest słabsze, np. ma jakąś wadę fizyczną (np. wadę zgryzu, sporą nadwagę, koszmarny trądzik), jest lękliwe, płaczliwe lub wycofane, reszta zwyczajnie "rzuca się na niego". Wyśmiewa, dokucza, dogryza, obraża, a czasem nawet i bije, pluje, i co kto chce. Nie trzeba być geniuszem, żeby o tym wiedzieć, wystarczy wspomnieć sobie własną podstawówkę lub poczytać trochę, co się dzieje w szkołach między dzieciakami. Mózg się lasuje.

No ale dorośli to już co innego. Podobno. Kultura, cywilizacja, empatia, dojrzałość, rozum i te sprawy - to tylko dzieci tak osądzają bez litości. Podobno.

▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬
Powiązane posty:

Emocjonalna bańka spekulacyjna
Wyrażanie emocji w przestrzeni internetowej
Za oknem żywi ludzie
Dupa bardzo blada
Kilka prostych zasad - przeczytaj koniecznie!
▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬

I zastanawiam się teraz już reasumując, co mam dalej z tym blogiem począć. Czuję się tak, jakbym straciła jedyne na świecie miejsce, w którym mogę być publicznie sobą. Wiem, że to brzmi trochę głupio, ale właśnie tak to wygląda.

Pomyślałam sobie, że niech będzie zamknięty przez jakiś tam czas, a później może go otworzę znów, ale zwyczajnie usunę go z wszelkich wyszukiwarek (jego protoplastę na blogspocie już usunęłam z wyszukiwarek), i może już nie będzie na nim tego typu przypadkowych gości. Na tym blogu zależy mi, żeby było dużo czytelników, a ostatnio zależy mi bardziej z przyczyn czysto wyrachowanych, ale tamten był raczej nastawiony na niszowość, i wydawało mi się, iż niszowy jest.

A może nigdzie w przestrzeni publicznej nie powinno się być sobą? Może bycie sobą to przywilej, za który zawsze trzeba zapłacić jakąś cenę?

Szkoda mi całkowicie usuwać blog z wpisami, gdyż jakby nie było, to poświęciłam mu dużo czasu, uwagi i również dużo emocji. Ale jakby niekiedy zdarza się tak, iż treści na tym blogu przyciągają niewłaściwych ludzi, niewłaściwy typ odbiorców. I szczerze, to nie wiem, jak to się dzieje. Całkiem możliwe, że wypozycjonowałam te swoje przemyślenia aż nazbyt dobrze i nazbyt skutecznie. Ale przynajmniej mogę potwierdzić, że pozycjonowanie naprawdę DZIAŁA!

Na sam koniec przyznam się szczerze, choć może to trochę dziwne, że jednak czuję dumę z siebie, iż mimo tylu przeżyć w życiu i mimo głębokiej depresji, jeszcze mi się chce i jeszcze mam siłę prowadzić te blogi, jakoś tam udzielać się w tym internecie i robić coś poza płakaniem w poduszkę. Ja wiem, że inni blogerzy są lepsi, popularniejsi, energiczni, dynamiczni, motywują się i motywują, odżywiają się i biegają, podróżują i inspirują, robią dywany ze świec jak McGyver i trzaskają drzwiami obrotowymi niczym Chuck Norris. Ja to wszystko wiem, ale moje blogi nie są prowadzone przez tych innych blogerów, tylko przeze mnie i to, że mnie się jeszcze chce tym całym blogowaniem zajmować, to tylko sobie zawdzięczam i własnej determinacji.
Share:
Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Weebly Introwertyczka na Facebooku Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblerze Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Introwertyczka na We♥it Introwertyczka na Bloglovin Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Pingerze Introwertyczka na Filmwebie Forum dla Ciebie Introwertyczka na Disqusie Napisz do mnie Subskrybuj blog
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.