Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it

Strefa prywatna w internecie

Każdy, kto prowadzi w internecie swój blog, profil na facebooku, stronę czy jakiekolwiek inne miejsce, oddaje internetowi cząstkę siebie, pokazuje fragment swojego świata. Wypełnia pewną część przestrzeni internetowej częścią swojej przestrzeni prywatnej. Można powiedzieć, iż pokazuje siebie innym... globalnie.

Prywatność w internecie

Wchodzimy do tego wirtualnego świata, witamy ogromną przestrzeń internetową i czujemy chęć, aby w jakiś sposób pokazać siebie oraz to, co mamy do zaoferowania - i właśnie tutaj zaczyna się ambaras: jaką część swojego świata, swojego życia, możemy pokazać? Ile konkretnie ze swojego "ja" mamy prawo zaprezentować w internecie? Jaki fragment siebie i swojego życia możemy udostępnić publicznie? Gdzie przebiega granica między tym, co powinno być publiczne, a tym, co prywatne i tylko nasze?

Problem w tym, że czasami ta granica jest bardzo cienka i niezwykle trudno ją dostrzec.

Znam takiego osobnika, który niemal każdą chwilą życia musi natychmiast podzielić się na facebooku. Robi ciasto? Szybko, zdjęcie na facebook, bo się rozpuści! Zamierza zjeść budyń z torebki? Szybko, zdjęcie opakowania na facebook, bo za chwilę zostanie opróżnione! Rozlał sok na łóżko? Szybko, zbliżenie na pościel, dopóki plama z soku się nie zeschła! I tak niemalże dzień w dzień. .. Rozwiązał jakiś quiz? Szybko, natychmiast wyniki na facebook! Poszedł coś zjeść na mieście? Oczywiście obowiązkowo musi być zameldowanie na facebooku. No bo jakżeby inaczej?

Facebook zna niemal każdą chwilę jego życia, łącznie z tym, czy miał udany seks czy nie miał, czy kolacja mu smakowała czy nie smakowała, czy wypił rano kawę czy nie wypił. Komu te informacje są do szczęścia potrzebne? Pojęcia nie mam.

I często dręczy mnie pytanie: po co mu to, na co? Czy naprawdę mu to wszystko do szczęścia potrzebne? Kasy z tego nie ma, do CV sobie nie wpisze wypisywania pierdół na fejsie, a więc na co mu to, do czego mu to potrzebne?

▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬

Powiązane posty:

Kocham facebook
Prawa autorskie w sieci
Ja, blogerka
Krytyk czy cham?
O krytykowaniu raz jeszcze
▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬

Mówiąc szczerze, to ja tak zupełnie osobiście czułabym się głupio wchodząc z takim osobnikiem w bliższą relację, jakąś przyjaźń. Bo po prostu wiem, że ktoś taki jest nieobliczalny. Potrafiłby nawet dać na fejsa moje zdjęcie w szlafroku, w stanie upojenia, choroby czy w jakiejkolwiek innej chwili "słabości" - już kiedyś jednej osobie zrobił podobny numer, że tak to ujmę. Dla niego to jest takie naturalne, że wszystko na fejsie trzeba opisać od początku do końca, więc to również było dla niego normalne.

Czy ktoś taki przekracza granice prywatności i dobrego smaku? W mojej opinii niewątpliwie tak, jednak wg niego on tych granic nie przekracza, bo dla niego takie obnażanie się na fejsie jest czymś całkowicie normalnym. I, summa summarum, kto ma rację: ja czy on? Właściwie to nawet ciężko stwierdzić: granice między tym, co publiczne, a tym, co prywatne, są cienkie i bardzo płynne. Każdy ma inną sferę prywatną, nie ma prywatności uniwersalnej.

Nikt nie powiedział jasno i klarownie: to wolno, a tego już nie. Oczywiście są normy prawne dotyczące ochrony wizerunku (art.81 ust.1 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych), jednak nie ma norm prawnych dotyczących własnego wizerunku - w tym zakresie już każdy sam określa granice swojej sfery prywatnej. Jeden ma te granice bardzo elastyczne, drugi sztywne, a trzeci nie ma absolutnie żadnych zahamowań.

Prywatność w internecie

I niekiedy myślę o swojej strefie prywatności: czy nie przekraczam granic dobrego smaku? Może za bardzo się ekshibicjonizuję na blogach, za mocno się ujawniam? Nie, nie materialnie, ale emocjonalnie. Wszakże piszę bardzo dużo o swoich poglądach oraz emocjach, szczególnie na blogu z przemyśleniami. Za dużo?

Staram się nie ujawniać zbyt wielu szczegółów, nie podaję personaliów ani swoich ani osób opisywanych w postach, nie zdradzam sekretów, piszę ogólnikowo skupiając się bardziej na swoich przeżyciach wewnętrznych i wnioskach. Ale czy to wystarczy, aby móc stwierdzić z całą stanowczością, że jestem w porządku i nie obnażam się nadmiernie po internetach?

I tak jak w przypadku facebookowego gwiazdora można by się spytać: a po co mi to? Zresztą takie pytanie również od czasu do czasu miewam ze strony odbiorców, i tak do końca nie potrafię na nie odpowiedzieć.

Może czuję jakąś dziwną potrzebę opisania światu swojej historii, może czuję potrzebę podzielenia się swoim życiem wewnętrznym, może pragnę być akceptowana "mimo wszystko" jako ja prawdziwa, a może chciałabym, aby akurat ta konkretna część mojej przestrzeni życiowej stała się również częścią przestrzeni życiowej innych ludzi - powodów może być i jest wiele.

Powodów albo usprawiedliwień.

Staram się nikomu nie robić krzywdy tym, co piszę, co robię, staram się być dobrym człowiekiem i nikogo nie urazić. Ale czy moje poglądy, moje emocje, przemyślenia i wyobrażenia mogą razić, urazić, skrzywdzić kogokolwiek? Czy mogę skrzywdzić kogoś samą sobą, będąc sobą? Wydaje mi się, że jednak nie.
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it