05.01.2016

Wyrażanie emocji w przestrzeni internetowej

Jak powszechnie wiadomo, dla każdego człowieka własne terytorium jest czymś niezbędnym do przetrwania. A jeżeli nie do przetrwania, to przynajmniej do osiągnięcia stanu spokoju, bezpieczeństwa i komfortu. I nie mówię tutaj stricte o warunkach mieszkaniowych, bardziej o komforcie psychicznym i emocjonalnym. Mam tutaj na myśli komfort w postaci nieskrępowania, bycia sobą, swobodnego wyrażania siebie, własnych pragnień i emocji. Jestem sobą i mam prawo być sobą, to są moje emocje i mam prawo do własnych emocji - to jest właśnie komfort, gdy możesz to sobie powiedzieć.

Wyrażanie emocji w internecie

Jeżeli nie możesz sobie powiedzieć: jestem ważna i mam prawo być sobą, to automatycznie pojawia się uczucie dyskomfortu. Jeżeli ktoś ci wprost mówi, że nie masz prawa czuć tego, co czujesz, i że nie masz prawa przeżywać tego, co przeżywasz, to wraz z dyskomfortem pojawia się irytacja. Jeżeli dodatkowo słyszysz, że wyolbrzymiasz, że masz "złe podejście" i powinnaś "coś ze sobą zrobić", to irytacja zamienia się w prawdziwe wkurwienie. Dlaczego? Bo oto ktoś ci mówi, że nie masz prawa czuć tego, co właśnie czujesz, i nie wolno ci przeżywać tego, co przeżywasz. Twoje emocje są nieistotne, masz po prostu się dostosować i dorysować sobie banana na gębie. A jak nie potrafisz, to ten ktoś dorysuje ci go na siłę, bo tak. Masz natychmiast się przestawić jak maszyna i zacząć wreszcie odczuwać tylko przyjemne emocje. Jesteś jak popsuty komputer, który trzeba naprawić lub ewentualnie spisać na straty. Masz być taka i siaka, masz działać w ten i w ten sposób, bo jak nie....

I ten właśnie dyskomfort, ta dziwna irytacja o czymś nas informują, o czymś ważnym. Informują nas, że ktoś nagle włazi na nasze terytorium i bezczelnie przekracza nasze granice. Mówi nam, co możemy czuć, a czego już nie: jacy możemy być, a jacy nie. Nakazuje, co mamy odczuwać, w co wierzyć, jak postępować, jakie mieć poglądy. Żąda od nas, abyśmy pozbyli się części siebie, wyrzucili na śmietnik część swoich potrzeb i pragnień. Abyśmy nie przeżywali i nie odczuwali, bo tak i już. 

Nie odczuwać jest bardzo łatwo: wystarczy popaść w głębszą depresję lub wspomóc się bodźcami z zewnątrz, np. alkoholem, jedzeniem, lekami nasennymi bądź też używkami, o których się fizjonomom nie śniło. Szast-prast i gotowe: bierzesz ze dwa-trzy stilnoxy czy nawet mocniejszy lek na przeziębienie i już usypiasz, ewentualnie jesteś omulała. Nic nie czujesz i odpływasz. Albo napchasz się czekoladą i chipsami, żeby choć na moment osłodzić puste życie. Jednak ile tak można pociągnąć, ile można się znieczulać na samą siebie i na nieprzyjemne emocje, które nosi się w sobie? W końcu trzeba stawić im czoła, a to jest trudniejsze niż doklejenie sobie banana na gębę i postanowienie w stylu "od dziś będę wiecznie happy". Nie o to chodzi, aby być wiecznie happy, ale o to, aby siebie zrozumieć, zaakceptować i przyjąć do wiadomości wszystkie aspekty bycia zwykłym człowiekiem. Człowiekiem ze słabościami, lękami, wadami oraz taką, a nie inną przeszłością. Takimi, a nie innymi, uczuciami.

I w momencie, gdy ktoś nasze uczucia podważa, kwestionuje ich zasadność oraz próbuje nas naprawiać, to mamy prawo odczuwać irytację, złość, wkurwienie. Bo nikt nie ma takiego prawa, aby mówić nam, co wolno nam czuć, a czego nie. Czuję tak, jak czuję, i koniec: tak po prostu jest. Uczucia nie są czymś, co podlega ocenie czy osądowi. To nasze emocjonalne terytorium, którego nikt nie ma prawa naruszać.

▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬

Powiązane posty:


▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬

Mamy prawo do smutku, do złości, do poczucia bycia lekceważoną i nieważną. I takie samo prawo mamy w internecie. W internecie również jesteśmy ludźmi. Ludźmi mającymi emocje, preferencje, pragnienia, przemyślenia. Siadając przed komputerem nie zamieniamy się nagle w roboty blogujące.

No i właśnie... ja jako blogerka staję niekiedy przed dylematem: co zrobić, jeżeli czuję, że któryś z czytelników dość mocno próbuje naruszyć moje terytorium i bez krępacji przekracza moje granice? Co wtedy z tym fantem zrobić? Nie reagować, skasować, zablokować? A może wdać się w dyskusję? Niby można, ale w takim przypadku zawsze będzie to dyskusja pod tytułem: "winny się tłumaczy". I po kilku tego typu komentarzach dojdzie do tego, że będę się musiała usprawiedliwiać jak na skazaniu, czy na pewno mam prawo czuć się tak, jak się czuję. A co to jest, talk szoł? Co ja, dla Ewy Drzyzgi te blogi prowadzę czy co?

Nie chcę dopuścić do absurdalnych sytuacji, iż będę się tłumaczyć czytelnikom, że tak: naprawdę tak jest, naprawdę piszę prawdę i naprawdę tak się czuję. Mam potrzebę bycia zaakceptowaną, ale nie chcę tego osiągać za wszelką cenę. Nie chcę ocierać się o absurd tylko po to, aby zaspokoić swoją potrzebę akceptacji. Emocje emocjami, ale rozsądek również się przydaje.

I od czasu do czasu trafia się czytelnik czujący się, powiedzmy, nazbyt swobodnie na moim terenie. I wtedy zastanawiam się, co mam z nim właściwie zrobić. Zostawić w spokoju? No można, ale to będzie sobie pozwalać na coraz więcej i jeszcze pokaże innym, że na moim blogu przekraczanie granic jest dozwolone. No bo przecież brak reakcji oznacza przyzwolenie - to wie każde dziecko.

Raz wdałam się w pyskówkę, głupie odbijanie piłeczki na zasadzie "kto kogo". No i pożałowałam. Tak się starałam usprawiedliwić ze swojego smętnego postu, że czemu on taki smętny i że naprawdę piszę prawdę, iż w pewnym momencie sytuacja wymknęła się spod kontroli, a ja poczułam się osaczona i niezrozumiana. Tak, jakbym tłumaczyła komuś: "zobacz, to jest czarny kolor! On tu i tu ma rysę, tam ma prześwit, ale jest czarny!" A w odpowiedzi dostawałam: "nie, to jest biel! Zobacz, tu i tu jest biała rysa!". Ja o pierniku, druga strona o wiatraku.

I dzisiaj też dostałam wiadomość od czytelnika, że mam zły tok myślenia i że to, co piszę, jest szokujące. W ramach gratisu dołączył filmik jakiegoś kołcza z zagranicy. Miałam ochotę odpisać: TY TAK NA POWAŻNIE? Na serio ludzie myślą, że filmik kołcza z youtuba uzdrowi mnie z depresji, nerwicy i wieloletnich zaburzeń lękowych, w dodatku połączonych z takim, a nie innym otoczeniem? Na serio ludzie myślą, że filmik z youtuba mnie wyleczy i jeszcze sprawi, że przestanę odczuwać samotność? Gdyby to naprawdę było aż takie proste, to wszyscy terapeuci i psychiatrzy już dawno straciliby robotę, a producenci antydepresantów zbankrutowaliby jak jeden mąż. Po co komu SSRI, jak może sobie film na youtube obejrzeć i wszystko mu minie? Muszę podzielić się tą wiedzą ze światem, żeby ludzie przestali wreszcie odwiedzać psychiatrów, a zaczęli oglądać filmiki na youtube. Youtube całkowicie wystarczy, żeby wyleczyć depresję, a lęki i ocd to już w ogóle.

I poczułam się zlekceważona i wkurwiona, że ktoś cały mój blog i całe moje życie sprowadził na odczepnego do jednego kołczowego filmiku. To tak, jakby ktoś raka melisą chciał wyleczyć i mówił: no co ty, nic ci nie jest, napij się herbatki i ci przejdzie!

I też dzisiaj wieczorem dostałam komentarz dotyczący mojego poczucia bycia nieważną, że przecież, jakbym chciała, to "coś bym z tym zrobiła" i że widocznie mi z tym "wygodnie", bo mam na co narzekać, bla bla bla bla bla bla. No ja mogę powiedzieć temu czy tamtemu, że czuję się nieważna i lekceważona (ba, nawet parę razy próbowałam!), ale to nie zmienia faktu, że w tej konkretnej chwili... czuję się nieważna i lekceważona. Nie mam prawa tak się czuć? Nie mam prawa czuć się pomijana, nieważna? Nie mam prawa czuć tego, co czuję? Nie wolno mi mieć emocji? Kto o tym zdecydował, że nie mogę mieć emocji i wyrażać ich na blogu? Bo teoretycznie to ja powinnam o tym decydować.

I tego typu czytelnicy zawsze są dla mnie problematyczni, gdyż mam duże problemy ze stawianiem ludziom granic. Mam problemy z otwartym mówieniem wprost: to jest moje terytorium, nie przekraczaj jego granic! Nie mów mi, jak mam się czuć i co przeżywać. Nie dawaj mi dobrych rad i nie oceniaj, bo oceny to były w zamierzchłych czasach szkolnych.

I czuję się niekomfortowo i instynktownie czuję, że ktoś przekracza moje granice, a mimo to coś w środku hamuje mnie przed powiedzeniem: słuchaj, przeginasz, naruszasz mój teren. Nie szanujesz mnie i moich uczuć, odbierasz mi prawo do przeżywania. Nie pozwalam i nie godzę się na to.

Bo nawet w internecie każdy ma prawo do tego, aby szanowano jego granice.
Share:
Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Weebly Introwertyczka na Facebooku Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblerze Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Introwertyczka na We♥it Introwertyczka na Pinka Introwertyczka na Bloglovin Introwertyczka na Zblogowanych Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Pingerze Introwertyczka na Filmwebie Forum dla Ciebie Introwertyczka na Disqusie Napisz do mnie Subskrybuj blog
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.