Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it

Prawdziwi czytelnicy vs Okazjonalni odbiorcy

Na bardzo wielu blogach można znaleźć porady typu "jak wypromować blog" itp. Ja sama również swego czasu listę takich porad stworzyłam.

Popularność - w jakim celu?

Popularność - to jest coś, o czym marzy niemal każdy blogujący. Marzy o tym, tylko... po co? W pewnym momencie okazuje się, że jednak popularność to nie wszystko.

Załóżmy, że twoje blogowe pragnienie spełniło się i masz 100000000 polubień na fejsie, tysiące czy miliony followersów, a komentarzy łopatą nie przekopiesz. Lecz co w związku z tymże faktem? Co dalej z tej popularności wynika?

Smutna wirtualna rzeczywistość bardzo często wygląda w ten sposób, że dany ludź, jeden czy drugi, wchodzi sobie z wyszukiwarki, bierze to, co mu potrzebne, i wychodzi. Albo zerknie na post, wzruszy ramionami i kliknie "wróć". Jak przypadkowo coś go zainteresuje, to da lajka, a w razie czego później go wycofa - co również dość często się zdarza.

Są również takie ludki, które zwęszą okazję do wypromowania swojego bloga bądź strony. Zostawią komentarz w stylu "no fajnie, fajnie" i gitara. Bądź też "fajny post, zapraszam do mnie". Ciekawe, czy w ogóle ten post przeczytali, bo trochę śmiem w to wątpić. 

No i jeszcze obs za obs - to już klasyka. Obs za obs, lajk za lajk i kom za kom.

I mam wtedy takie wrażenie, jakby odwiedzin i followersów przybywało, za to czytelników wcale więcej nie było. Zupełnie tak, jakby statystyki kłamały.

▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬

Powiązane posty:

 

▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬

Często ludzie po prostu nie czytają, a jedynie chcą zwrócić na siebie uwagę w komentarzu. Przelecą pobieżnie tekst wzrokiem i napiszą jakąś oczywistą oczywistość, coby solidarność swoją przedstawić. Jest też inny typ czytelników: czytelnicy z wymaganiami, wyższa półka. Kiedyś napisała do mnie na fejsie jedna dziewczyna, aby jej pomóc z pewnym zagadnieniem w związku z blogiem z notatkami. Prosiła, żeby jej wymienić cechy tego i tamtego, co charakteryzuje to, tamto i owamto. Ok, mogę wymienić, mogę napisać, czemu nie? W końcu pomocna ze mnie istota, czytelnikom zawsze chętnie pomogę i podpowiem. Niestety, okazało się, że w tym przypadku to nie wystarczyło. Dostałam lakoniczną odpowiedź z pretensją, iż myślała, że więcej cech wymienię i że więcej wiem na ten temat. No ta, pewnie, może jeszcze pracę doktorską miałam jej napisać! Może nocą miałam nad książkami i netem ślęczeć, żeby jaśnie pani referat cały ułożyć! Przez prawie 5 lat blogowania nie spotkałam się z taką arogancją i bezczelnością w stylu: "mnie się należy". Gówno się należy - jak pomagam, to jest to wyłącznie moja dobra wola, a nie obowiązek. Przecież ani ja z tego nic nie mam ani kasy za to żadnej nie dostaję - więc jaśnie pani zamiast rozczarowania powinna okazać wdzięczność, że ktoś poświęca jej problemowi swój własny prywatny czas. To jest wyłącznie moja dobra wola, że ja komuś w notatkach pomagam - ani to nie jest moja praca ani nie należy to do mojego zakresu obowiązków, że się tak wyrażę. Minimum wdzięczności należy mi się więc jak psu kość, a nie jeszcze pretensje i fochy, że za mało obszernie. No tak jak mówię - przez lata blogowania nie spotkałam się z taką bezczelnością i aż zapamiętałam tę sytuację po dziś dzień, bo mnie zszokowała.

Często, gdy pomagam ludziom piszącym do mnie na mail z tego bloga, to później ani be ani me ani pocałuj mnie w dupę. Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Zero wdzięczności, jakbym była maszyną do odpisywania na dylematy czytelników i niczym więcej, niczym poza tym, zero szacunku. A nawet spotkałam się kiedyś z pretensją, że "tak mało znam tych stron z gotowymi social buttonami pod post", że powinnam znać więcej, bo przecież jakieś jeszcze są na pewno, żebym się postarała trochę i poszukała dla niego. A to jaśnie pana google pogryzło? Sam nie może sobie poszukać, jak mu nie odpowiadają te zaproponowane przeze mnie? Wpisujemy "social media button" bądź "social media widget" i Eureka! Otwiera się lista stron z tym widgetem, teraz tylko wystarczy je przetestować. Zaproponowałam grzecznie dodatkowo, że przecież może ten i ten kod wkleić tu i tam pod post, skoro polecone przeze mnie gotowe strony mu nie pasują, że przecież można jeszcze ręcznie wstawić kod. To rozwiązanie jednak również nie przypadło jaśnie panu do gustu, a później już była klasyka: ani dziękuję ani be ani me ani kopnij mnie w dupę, żebym frunął jak najdalej.

Ludzie, gdy wchodzą na blog, czasami nie rozumieją, że taki zwykły niepozorny bloger też jest człowiekiem z krwi i kości, z własnymi emocjami. Człowiekiem, który poświęca swój prywatny czas i energię na to, żeby im odpisać, odpowiedzieć, pomóc, poradzić, wesprzeć.

Oczywiście ja nie robię łaski, nie jest to dla mnie problematyczne - lubię pomagać, podpowiadać w tej czy innej kwestii. Miło mi, gdy mogę komuś pomóc. Nie robię również z tego heroicznego ponadludzkiego czynu - po prostu jest mi trochę przykro, gdy komuś odpisuję, staram się pomóc, a tu żadnego odzewu, żadnego dziękuję ani nic. Czuję się wtedy zlekceważona i potraktowana trochę na zasadzie: zrobiłaś swoje, a teraz wypierdalaj. Czyż nie tak? Nie mówię, że oczekuję jakichś peanów dziękczynnych na moją cześć - bez przesady, ale czułabym się doceniona i zauważona, gdyby pytający jednak wziął pod uwagę mój wysiłek, nawet i skromny.

I nachodzi mnie dziwna refleksja, czy mnie o taką popularność chodzi: o ogrom wejść, ogrom maili, ogrom pytań bądź też osądów, dobrych rad pisanych w locie. I myślę sobie, że jednak nie o taką. Ważniejsza od liczby polubień jest ich jakość. Ważniejsza od ilości czytelników jest więź, jaką chcą oni ze mną stworzyć. Ważniejsza od liczby komentarzy jest ich treść oraz ich autor jako człowiek.

Dlatego, gdy ktoś chwali się, że ma ponad 1000 lajków, że jest kimś w blogosferze, że jest popularny, to ja mam ochotę zapytać się: no i co w związku z tym faktem? Jesteś popularny i co? Jesteś lepszy ode mnie, bo masz więcej lajków i komentów? Gówno jesteś lepszy. Po prostu zdobyłeś więcej kliknięć i tyle - zupełnie inną sprawą jest jakość tychże kliknięć. Dużo osób "klika", a później już do obiektów swych kliknięć nie powraca. Sztuką jest zbudowanie społeczności złożonej z PRAWDZIWYCH czytelników.

Prawdziwych, tzn. takich, którzy wracają i którzy są w stanie opowiedzieć choćby kilka zdań na temat autora bloga. Takich, którzy wiedzą, że bloger też jest człowiekiem, i właśnie za to go lubią. :)
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it