Ostrożność w sieci - konieczność czy przesada?

Pokazuj zdjęcie! Bo ja chcę wiedzieć, z kim rozmawiam!

Kilkanaście lat temu, kiedy byłam jeszcze młoda i głupia, nie rozumiałam, na co komu ostrożność w sferze danych osobowych. Cóż niby takiego może się stać, jak komuś tam podam swoje nazwisko, adres, telefon bądź zdjęcie? Ano może się stać i to bardzo dużo, niekoniecznie rzeczy pozytywnych. Jakież to szczęście, że w tamtych czasach nie miałam jeszcze internetu i że ogólnie internet nie był jeszcze tak inkluzywny jak w chwili obecnej.

Nie twierdzę i nikogo nie namawiam do tego, aby wpadać w paranoję i nie opowiadać o sobie absolutnie nic. W końcu wszystko jest dla ludzi, internet też jest również od tego, aby w jakiś tam sposób wyrażać siebie.

Ostrożność w sieci - konieczność czy przesada?

Istnieją jednak takie granice, których przekraczać się nie powinno. Dla swojego własnego dobra. Może być tak, że raz podasz komuś na jakimś czacie lub forum swoje dane osobowe i nic się nie stanie, drugi raz podasz - i też się nic nie stanie. Trzeci, czwarty - również nic. Lecz oto nagle za piątym czy szóstym razem trafisz nagle na jakiegoś kompletnego świra lub mściwego psychopatę, który nie da Ci spokoju miesiącami lub nawet latami. Umieści Twój nr telefonu na wszystkich znanych sobie czatach, opublikuje Twoje zdjęcie na wszystkich serwisach społecznościowych z podpisem typu "moja nowa dziewczyna - codziennie robi mi loda", a w skrajnych przypadkach, jeśli podasz mu adres lub choćby miejscowość, to odnajdzie Cię i będzie wystawał całymi dniami pod Twoim oknem. Może tak być? Oczywiście, że może! Nie musi, ale może - nie jest to wykluczone. Skoro więc nie jest wykluczone, należy po prostu... zachować ostrożność w sieci wobec nowo poznanych osób.

Oczywiście tego typu zachowania można, a nawet należałoby, uznać za objawy stalkingu i powiadomić stosowne organy ścigania. Jednak zamiast powiadamiania i użerania się z jakimś pojebem można również najzwyczajniej w świecie zachować ostrożność celem uniknięcia przykrych konsekwencji.

Żadna nowo poznana osoba w sieci nie ma prawa wymuszać na Tobie przesłania zdjęcia, podania nazwiska, adresu, numeru telefonu, wysyłania jakichś skanów dokumentów, podania odnośnika do profili społecznościowych itd. Co to za argument, że on/ona "chce wiedzieć, z kim rozmawia"? To argument nic nie znaczący, prosto z dupy. No bo tak na chłopski rozum: co niby zmienia w internetowej relacji jakieś nazwisko, jakieś zdjęcie, jakaś nazwa ulicy bądź wsi?

Jakie to ma znaczenie, czy nazywam się Kowalska, Kozłowska, Nowakowska czy Igrekowska? Żadnego, bo to tylko nazwisko. Dlaczego więc kompletnie obca osoba chce koniecznie to nazwisko poznać? Pod groźbą zerwania kontaktu.

A zdjęcie? Na co ono nowo poznanej osobie? Bo co, musi on/ona ocenić, czy Twój kolor włosów mu/jej pasuje, czy owal twarzy mógłby być subtelniejszy, a podbródek delikatniejszy? No bez przesady. Zdjęcie nie jest niezbędne do internetowej konwersacji, szczególnie z dopiero co poznaną osobą.

Kilka miesięcy temu napisał do mnie prywatnie użytkownik pewnego forum, na którym skądinąd rzadko się udzielałam. Stwierdził, że chce pogadać. Ok, możemy przecież pogadać, czemu nie? Jednak okazało się, że nie jest to takie proste, na jakie mogłoby wyglądać. Ów użytkownik zażądał ode mnie podania linka do mojego profilu prywatnego na facebooku, gdyż on, cyt. z iksami nie rozmawia. Dał mi ultimatum: albo podam mu link do profilu prywatnego na facebooku albo musimy zakończyć znajomość. Cóż... musieliśmy zakończyć.

Z jakiego powodu? Ponieważ...

Żadna nowo poznana osoba w sieci nie ma prawa wymagać od nas podania danych osobowych! Koniec i kropka. 


Oczywiście w przypadku rekrutacji lub kupowania czegoś online podanie swoich danych osobowych jest konieczne, jednak na gruncie towarzyskim, prywatnym, konieczne już nie jest. A skoro nie jest, to mamy wybór i możemy ich nie podawać. Bo w zasadzie na co one komu potrzebne, do czego? Paradoksalnie dane osobowe nic o danej osobie nie mówią. Nic konkretnego.

Nazywam się tak i tak, wyglądam tak i tak, mieszkam tu i tu. Czy na tej podstawie możesz powiedzieć, że mnie poznałeś? Nie sądzę.

W ostatnim czasie napisał do mnie pewien nowy czytelnik. Stwierdził wprost i bardzo konkretnie, że chce mnie poznać, tylko na razie nie możemy porozmawiać i poznać się, ponieważ nigdzie, ani na blogu ani na facebookowej stronie, nie może odnaleźć mojego zdjęcia. No ba! Jeżeli zdjęcie jest najważniejsze, to faktycznie... nie możemy porozmawiać i poznać się.

Powiesz pewnie: oj tam, dziewczyna chyba trochę przesadza! Co takiego wysłać komuś foto w necie albo podać nazwisko? Niby nic, ale...

Kilkanaście lat temu, kiedy byłam jeszcze młoda i głupia, nie rozumiałam, na co komu ostrożność w sferze danych osobowych. Cóż niby takiego może się stać, jak komuś tam podam swoje nazwisko, adres, telefon bądź zdjęcie? Ano może się stać i to bardzo dużo, niekoniecznie rzeczy pozytywnych. I ja się o tym brutalnie przekonałam. Wchodząc w dorosłość padłam ofiarą prześladowania i przekonałam się, ile złego może uczynić zwykłe podanie komuś numeru telefonu.

Moja historia ma niewiele wspólnego z internetem, niemniej jednak teraz już wiem, że... 

Wysłanie komuś zdjęcia, podanie odnośnika do profilu prywatnego, napisanie numeru telefonu zajmuje kilka sekund. Natomiast użeranie się z pojebem zajmuje nieraz kilka lat i potrafi zszarpać wszystkie nerwy, a dodatkowo skutecznie zepsuć reputację w środowisku. Czemu reputację? Bo taki stalker potrafi przynieść wstyd jak cholera, chociażby wypisując imienne wyznania miłości na klatkach schodowych.

Myślisz sobie: numer telefonu - nic takiego, prawda? Jednak to tylko dla Ciebie nic takiego. Taki mocno zawzięty stalker potrafi całą książkę telefoniczną przewertować, aby dopasować numer do nazwiska i ulicy. Nie wierzysz? Też nie wierzyłam.

Może też np. zadzwonić i podać się przed którymś z domowników za kuriera, który "zgubił drogę i prosi jeszcze raz o adres". Nie wierzysz? Też nie wierzyłam. Nie bez kozery wymyślono powiedzenie: każdy głupi ma swój rozum. Nawet kompletny świr umie uciekać się do takich metod, że mózg się lasuje, nawet normalny człowiek by na to nigdy nie wpadł.

Myślisz sobie: e tam, mnie to nigdy nie spotka! A skąd wiesz, że akurat Ciebie to nie spotka? Kiedy uświadomisz sobie, że ludzie psychicznie chorzy niekiedy są wśród nas, może być już zdecydowanie za późno.

Myślisz sobie: e tam, w razie czego przekonam go, żeby dał mi spokój! Nie przekonasz. Człowiek chory psychicznie żyje we własnym urojonym świecie, który ze światem rzeczywistym niewiele ma wspólnego. Jego nie przekonasz, że go nie kochasz lub żeby zostawił Cię w spokoju. Na pewno tak się droczysz.

Wariat nie ma napisane w nicku "wariat-0152" albo "uwaga,pojeb!". Może być równie dobrze Albertem01, Miłym03 bądź też Aleksandrem Kowalskim lub Pawłem Nowakowskim. Może nawet posługiwać się piękną polszczyzną i sprawiać wrażenie rozgarniętego inteligentnego człowieka. Pamiętaj o tym.

[Mam nadzieję, że żaden Aleksander Kowalski ani Paweł Nowakowski nie poczują się urażeni - nazwiska wybrane od czapy, przypadkowo]

Co więc możesz zrobić? Możesz przede wszystkim nie podawać swoich danych osobowych każdej nowo poznanej osobie w sieci. Nie pozwól, aby internet stał się dla Ciebie pułapką, w której znajdziesz się przez własną lekkomyślność. Nie daj sobie wmówić na żadnym forum, na żadnym czacie, na żadnym blogu, że musisz wysłać zdjęcie lub podać link do profilu prywatnego. Nie musisz.

Gdy po jakimś czasie nabierze się zaufania, wtedy można wysłać zdjęcie, podać nr telefonu itd. Ale na pewno nie wcześniej.

A jeśli ktoś grozi, że skończy z Tobą znajomość, bo nie chcesz zdjęcia wysłać lub nazwiska podać? To niech kończy. Widocznie albo mu nie zależy albo jest zbyt głupi, aby zrozumieć taką prostą rzecz, że żadna rozsądna osoba nie podaje na wstępie szczegółowych danych osobowych kompletnie obcemu człowiekowi w sieci.

W internetowej dżungli z jednej strony łatwiej poznać kogoś nowego, o wiele łatwiej nawiązać nową znajomość, zaś z drugiej strony mimo wszystko nie widzimy reakcji rozmówcy, gestów, nie słyszymy tonu głosu, reakcji na wypowiedź. W związku z tym odrobina ostrożności nam nie zaszkodzi, a za to może pomóc uniknąć w przyszłości wielu problemów i niemiłych sytuacji.
2013 © Introwertyczka w sieci. Obsługiwane przez usługę Blogger.