Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it

Dlaczego uprywatniłam blog o samotności? Jak uprywatnić blog?

Wieczór, pada deszcz. Lubię tak wieczorem posiedzieć przed komputerem, a zwłaszcza, gdy pada deszcz. Mokry deszcz spadający z góry bezlitośnie stuka o szyby, a ja siedzę sobie przed kompem, w środku globalnej sieci bezpiecznie. Na zewnątrz coś się dzieje, coś się zmienia w pogodzie, świat się oczyszcza przy pomocy spadającego z góry deszczu, a ja dla kontrastu siedzę przed kompem. Na przekór całemu światu, wbrew temu, co tam na zewnątrz. Nie moknę, bo jestem tutaj - przyjemna to świadomość.

I myślę sobie o internetowych znajomościach, których jednak nie było wcale tak wiele. Zależy jeszcze, co kto przyjmuje za definicję internetowej znajomości. Czy follower to znajomy? Czy czytelnik, obserwator, słuchacz, polecający, komentujący to też znajomy? W pewnym sensie tak, a w pewnym sensie nie - wszystko zależy, jakie przyjąć kryteria. Załóżmy, że internetowy znajomy w węższym znaczeniu tego słowa to ktoś, kogo w pewnym stopniu poznaliśmy i do kogo w pewnym stopniu przywiązaliśmy się emocjonalnie.


Nie jest niczym dobrym przywiązywać się emocjonalnie do kogoś przez sieć i ja już się o tym zdążyłam przekonać. Przywiązywanie się przez internet jest nienaturalne, niezdrowe i w końcu zawsze wychodzi bokiem. Prędzej czy później to musi skończyć się źle.

Ogólnie scenariusz powinien wyglądać tak: poznajesz kogoś przez sieć, spotykacie się w realu i dopiero wtedy następuje emocjonalne przywiązanie. Nie wcześniej. Na pewno nie wcześniej.

Nigdy nie powinno się dołączać elementu emocjonalnej więzi do literek i obrazków na monitorze, bez względu na to, kto je generuje po drugiej stronie tegoż monitora. Dlaczego nie powinno się dołączać? Bo wtedy bardzo łatwo pogubić się w gąszczu słów i może nawet deklaracji, które tak naprawdę nic nie znaczą. Są puste i wypowiadane wyłącznie na potrzeby jednej internetowej chwili.

A internetowe chwile mają to do siebie, że zawsze prędzej czy później mijają. Mijają tak samo jak wszystkie inne chwile w życiu, lecz w przeciwieństwie do chwil spędzonych w realu, chwile w sieci nie powinny zostawać w naszej pamięci.

Niekiedy tylko jeden mały krok dzieli emocjonalne przywiązanie od pogubienia się w internetach. Jeden mały krok dla człowieka, lecz wielki krok dla zmiany jego kondycji emocjonalnej. Pisałam już o tym we wczorajszym poście.

Słowa to tylko słowa - mogą nic nie znaczyć, mogą być również nadinterpretowane. Co innego emocje - one zawsze są prawdziwe.

Ja dzisiaj czuję się wyjątkowo niespokojna. Ogólnie zawsze jest ze mnie straszny nerwus, ale dziś niepokój jest jakby większy. Wczoraj uprywatniłam mój blog o samotności. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to do końca uczciwe wobec czytelników i że nie powinno tak się robić znienacka, ale czułam, że tak właśnie trzeba, że na chwilę obecną jest to dobra decyzja dla mnie i dla bloga.

Oczywiście dalej istnieje możliwość jego czytania, bo w bloggerze istnieje opcja zaproszeń do prywatnego bloga poprzez e-mail. Pisałam już o tym w poście dotyczącym konfiguracji bloggera. Teraz tylko przypomnę, że aby ustawić dany blog na prywatny wchodzimy w Ustawienia → Podstawowe → Czytelnicy bloga. Tam klikamy Edytuj, po czym ustawiamy opcję Prywatne – tylko wybrani czytelnicy. I gotowe, zapisujemy zmiany przyciskiem o nazwie, i tu prawdziwa niespodzianka, Zapisz zmiany.

Prywatne – tylko wybrani czytelnicy

Teraz musimy tylko wpisać na listę adresy e-mail osób, które chcemy, aby zostały naszymi czytelnikami. Zostanie do nich wysłana mailem wiadomość z zaproszeniem na nasz blog. Mogą je przyjąć albo... nie.

Wracając jednak do mojego zamkniętego chwilowo bloga, to ja oczywiście wyślę zaproszenie, jeżeli ktoś będzie chciał go nadal czytać. Wystarczy jedynie napisać mi o tym w komentarzach bądź gdziekolwiek indziej. Po prostu czułam, że chwilowo muszę go zamknąć z wyżej wymienionych przyczyn. W szczegóły nie będę się wdawać, bo to byłoby nie do końca fair z mojej strony, a poza tym nie popieram aż takiego ekshibicjonizmu w sieci. To fakt, że mój blog nieco ociera się o emocjonalny ekshibicjonizm (może nawet więcej niż nieco...), nawet właśnie taki miał być w założeniu, jednak nie upoważnia mnie to do przekraczania pewnych granic.

Nie wiem, kiedy go z powrotem otworzę i udostępnię publicznie. Może za miesiąc, może za dwa, może za pół roku - ciężko mi w tej chwili powiedzieć. W sumie to nawet i bez zaproszenia zawsze zostają do czytania pozostałe blogi, chociażby ten. :) Ostatnio rzadko publikuję wiersze i opowiadania, bo jakoś tak nie mam natchnienia, co jednak nie oznacza, że to się nie może zmienić.

Deszcz przestał padać, koniec deszczu. Niedługo będzie również koniec wieczoru, gdyż każda chwila ma to do siebie, że kiedyś się kończy. Standardowy post też musi mieć wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Zakończenie tego posta właśnie zostaje napisane.
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it