07.02.2015

Angielscy lotnicy w necie

Od dłuższego czasu niezmiernie zadziwia mnie fakt "uciekania" followersów. Jako osoba szukająca na siłę akceptacji, wręcz patologicznie pragnąca akceptacji (cóż, nikt nie jest doskonały), zawsze, gdy nagle ubywa obserwatorów, to zastanawiam się po cichu: ale why?!?

Ja sama również obserwuję ileś tam blogów i ileś tam stron na facebooku. I przyznam się szczerze, z ręką na sercu, że naprawdę wyjątkowo rzadko zdarza się, żebym przestała kogoś obserwować, żebym aż odhaczała go z listy. Albo musiałby to być blog opuszczony, na którym gdzieś ponad rok czy półtora żaden wpis się nie ukazał, albo autor musiałby napisać czy zrobić coś tak potwornie szokującego, że aż mrozi krew w żyłach. Nie wiem, przyznać się do bycia seryjnym mordercą, nawoływać do zabijania czy nienawiści wobec socjalistów, zachęcać do puszczania się na prawo i lewo, opisywać jak się znęca nad zwierzętami, coś naprawdę hardcorowego w ten deseń. Wtedy mogłabym odhaczyć taką osobę z listy.

Więc gdy jednego dnia mam jakieś 73-74 polubień, a następnego 71, to tak się zastanawiam, czy ja piszę bądź też robię jakieś naprawdę potworne rzeczy, szokuję, wprawiam w osłupienie do tego stopnia, że aż trzeba z krzykiem uciekać i nie mieć ze mną już nic do czynienia. Albo gdy wchodzę na blog i mam nagle iluś obserwatorów mniej, to tak trochę dziwnie się czuję. Mam ochotę zapytać: no ale dlaczego?!? Zrobiłam coś nie tak, sprawiam wrażenie psychicznej czy co? Aż taka straszna jestem, tak przerażająca, że trzeba ulatniać się z bloga po angielsku i już nigdy więcej nie wracać? :)


Przeczytaj również:

Bo jest mi nie po drodze
Polub mnie, jeśli chcesz
Dlaczego mnie zostawiasz?
Kocham facebook


Była nawet kiedyś taka dziewczyna, która obserwowała mnie na kilku blogach i portalach, i pewnego razu z dnia na dzień natychmiast przestała mnie śledzić na nich wszystkich, jakby się ratowała przed wirtualną apokalipsą. Miałam wtedy raptem kilku obserwatorów na krzyż, więc nietrudno było zauważyć fakt zniknięcia z listy któregoś z nich. Zastanawiałam się wtedy, o co właściwie chodzi, pokłócić się nie pokłóciłyśmy, obrazić jej nie obraziłam, rzadko rozmawiałyśmy, tyle co ze dwa razy w komentarzach, i nagle ucieczka skąd tylko się da. Jak szczur z tonącego okrętu - wiem, trochę głupie porównanie, ale takie mi na myśl przyszło. Tak, jakbym zrobiła coś szokującego lub niewybaczalnego.

I nachodzi mnie nagle myśl najczarniejsza, że może faktycznie jestem aż takim dziwadłem i takim wyrzutkiem, że nawet w internecie wszyscy uciekają przede mną w siną dal, gdzie pieprz rośnie.

A później pojawia się opamiętanie, iż ludzie mają to do siebie, że zawsze przychodzą i odchodzą. Jednego dnia są, drugiego już ich nie ma - i w realu i w necie. W końcu nachodzi ostatecznie refleksja wieczorno-nocna, że jednak są ważniejsze problemy w życiu, choćby Futur. I pustka jutrzejszego dnia.
Share:
Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Weebly Introwertyczka na Facebooku Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblerze Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Introwertyczka na We♥it Introwertyczka na Bloglovin Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Pingerze Introwertyczka na Filmwebie Forum dla Ciebie Introwertyczka na Disqusie Napisz do mnie Subskrybuj blog
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.