12.09.2014

Samotność w sieci

W brutalnych czasach ponowoczesności wszędzie otaczają nas obcy, nieznani nam ludzie. Nie znamy ich w ogóle, nie kojarzymy, nic o nich nie wiemy, nie możemy nic na ich temat powiedzieć. I właściwie nic nas oni nie obchodzą, ich los jest nam obojętny. Przeszli, minęli nas i poszli - każdy w swoją stronę. Po niecałej minucie nie będziemy nawet pamiętać o ich istnieniu, wszak byli dla nas tylko jednymi z obcych, których mijamy każdego dnia.

Cechą naszej rzeczywistości niewątpliwie jest płynność - wszystko może zostać zamienione i stać się czymś zupełnie innym. Może zmieniać formę, kształt, istotę tylko po to, by dostarczać nam konkretnych przeżyć i zapewniać konkretne korzyści. Wszystko może udawać coś innego, kwitnie substytucja, rzekłabym nawet: prowizorka. Nie liczy się trwałość, stabilność - liczy się tylko ta jedna określona chwila zaspokojenia potrzeb.

Płynność, nietrwałość, niestabilność, brak stabilizacji, brak więzi, przywiązania i tego czegoś, co jest na pewno - to wszystko kształtuje w nas obojętność. Ta obojętność jest warunkiem normalności. Normalna obojętność oznacza nieprzywiązywanie się, uodpornienie, osiąganie chwilowej satysfakcji za pomocą płynności i mobilności. Jednak nade wszystko oznacza umiejętność segregowania ludzi, oddzielania swoich od obcych.

Dawnymi czasy nie było żadnej potrzeby segregowania ludzi: po prostu ci na naszym terenie byli "nasi", natomiast ci na obcym terenie byli "obcy". Dziś jest zupełnie inaczej - żyjemy wśród obcych, otaczają nas obcy, obcy naruszają naszą sferę prywatną, a nawet osobistą (np. w autobusie czy poczekalni), obcy są cały czas przy nas. Nie można przed nimi uciec, nie można się przed nimi schować, trzeba po prostu przystosować się i pogodzić się z ich ciągłą obecnością w naszym życiu.

Każdy z nas już w dzieciństwie nauczył się ignorować obcych i nie zwracać na nich uwagi. Zawsze liczyło się tylko to, żeby iść swoją drogą. Miał rację Orwell twierdząc, że ignorancja to siła. Niekiedy ignorancja to siła... przyzwyczajenia.

Cechą rzeczywistości wirtualnej również jest płynność - w każdej chwili wszystko może zostać zamienione, zastąpione czymś innym, lepszym. W końcu tu też chodzi tylko o chwilową satysfakcję, poczucie spełniania jakichś potrzeb. I w rzeczywistości wirtualnej również otaczają nas obcy. Różnica polega jedynie na tym, iż w realu ci obcy mają twarze, zaś w wirtualu - nicki, pseudonimy. Na tym spis różnic się kończy.

Jakaś forumowa kłótnia, jakaś wymiana poglądów w komentarzach pod artykułem - to śmieszne, ale najczęściej w ogóle nie pamiętam, z kim była prowadzona, za to pamiętam doskonale, o co szło i jakie były argumenty. Tak, jakby te argumenty nie miały już właściciela, jakby były bezpańsko rzucone gdzieś tam w globalną sieć.

Ja jestem obca dla większości internautów, zaś większość internautów jest obca mnie. Po prostu w pewnym momencie nasze wirtualne drogi przypadkowo przecięły się niczym na skrzyżowaniu. Tak jak na ulicy codziennie spotykamy obcych, którzy nas otaczają i mijają, tak w necie spotykamy obcych pod postacią dziwacznych nicków. Zauważają nas, zauważają nasz tekst, komentarz, wrzucony film, wrzucony plik, po czym mijają nas i idą sobie dalej - każdy w swoją stronę. Nie zapamiętają nas, nie zapamiętają naszej wirtualnej działalności, a po niecałej minucie prawdopodobnie nie będą pamiętać nawet naszych zacnych nicków. Jesteśmy dla nich obcy i oni dla nas również są obcy.

Rozmowy prowadzone na czatach, zażarte dyskusje na forach, kłótnie o utwory na serwisach literackich lub muzycznych - w momencie zakończenia sytuacji im sprzyjających kończy się również pamięć o ich uczestnikach. Każdy idzie w swoją stronę, swoją wirtualną drogą i szybko zapomina, że kiedyś tam kogoś poznał i wszedł w interakcję. Interakcje w cyberprzestrzeni są niczym pytanie o drogę lub o godzinę w realu bądź też pogawędka przed gabinetem lekarskim w celu zabicia czasu i odgonienia choć trochę nudy. Nic wielkiego, nic szczególnego. Nikt się nie przedstawia, nikt się nie zwierza, nikt się nie zapoznaje, nikt nikogo nie obchodzi. To tylko taka norma społeczna wynikająca z zaistniałych okoliczności. Jej przestrzeganie ułatwia wszystkim życie.

Nie ten rozmówca, to będzie inny. Nie ten argument, to będzie inny. Nie ten utwór, to będzie inny. Każdy obcy jest do zastąpienia. Ten obcy czy inny - wszak to bez różnicy.

Tu obcy, tam obcy, wszędzie są obcy. I tylko od czasu do czasu dręczy mnie odrobinę jedno dziwne pytanie:
jak to jest, że wszędzie wokół tylu ludzi, za to ani jednego człowieka?
Share:
Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Weebly Introwertyczka na Facebooku Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblerze Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Introwertyczka na We♥it Introwertyczka na Bloglovin Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Pingerze Introwertyczka na Filmwebie Forum dla Ciebie Introwertyczka na Disqusie Napisz do mnie Subskrybuj blog
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.