22.09.2014

Nie tylko miłość wybacza

Jest taka jedna cecha, za którą uwielbiam wirtualny świat. Tą cechą jest możliwość odejścia. Cokolwiek by się nie działo, gdziekolwiek by się nie było, zawsze można sobie tak po prostu odejść bez konsekwencji. W internecie wszystko będzie wybaczone.

W świecie realnym zawsze jest się sobą - integralną ze światem istotą skategoryzowaną wg takich czy innych kryteriów. Dostaje się etykietę z imieniem, nazwiskiem, peselem, nipem i numerem dowodu. Nie można ani przez chwilę być kimś innym, zawsze jest się tylko sobą. Społeczne kajdany niekiedy bardzo ograniczają możliwości ruchów.

Czegokolwiek nie zrobimy, to zawsze obciąży nasze konto. To, co uczyniliśmy, nie zostanie zapomniane, a wręcz przeciwnie - niekiedy może w pewien sposób określić nas jako ludzi. Trzeba liczyć się z tym, co się robi, z tym, co się mówi i do kogo. Trzeba kontrolować swoje zachowanie tak, aby nie wyszło ono poza wyznaczone ramy, poza normy społeczne i prawne. Nawet, gdy ma się kogoś już serdecznie dosyć, to nie można mu tego powiedzieć wprost. Trzeba sięgnąć po któryś z eufemizmów na pożegnanie, aby zostać dobrze zapamiętanym i nie robić sobie wrogów.

Stefan zapomniał, że nie jest w internecie

W internecie możemy być całkowicie szczerzy i możemy zachowywać się tak, jak tylko mamy na to ochotę. Tu nie obowiązują nas absolutnie żadne normy. Jesteśmy chronieni monitorem komputera oraz anonimowością, chronieni niekiedy przed... samymi sobą.


Anonimowość, bycie przez chwilę kimś innym, a właściwie bycie takim sobą-nie sobą, chroni nas przed konsekwencjami naszego postępowania, roztacza nad nami ochronny parasol. Nie musimy się bać, że ktoś będzie nas wytykał palcem na ulicy. Nie będzie, bo nikt nie wie, że my to my. Nikt nie zna naszych sieciowych alter-ego.

Nikt na ulicy, w pracy, w autobusie czy w szkole nie musi wiedzieć, że wczoraj nawyzywałeś połowę ludzi na jakimś forum od idiotów i pojebów. Nikt nie musi wiedzieć, że wysyłałeś swoje nagie focie jakimś napalonym panienkom. Nikt nie musi wiedzieć, że płakałeś i żaliłeś się na jakimś portalu bądź też prześladowałeś cały wieczór któregoś z użytkowników, bo napisał coś nie po twojej myśli. Nikt tego nie wie i nikt się nigdy nie dowie. Chroni cię dobra wróżka zwana anonimowością. Dzięki jej magicznej sile możesz być właśnie takim sobą-nie sobą. Niby sobą, ale jednak takim sobą, o którym nie wie nikt.

W internecie nie istnieje przeszłość czy przyszłość, jest tylko tu i teraz. Anonimowość nie zna pojęcia czasu - to, czego nie ma w tej jednej danej chwili, po prostu nie istnieje. W ogóle tego nie ma.

Internet ci wszystko wybaczy. Dlaczego? Właśnie dlatego, że anonimowość nie zna pojęcia czasu i w związku z tym nie jest pamiętliwa. Możesz odejść w każdej chwili. Możesz zamknąć okno, zmienić nick, usunąć konto z portalu bądź po prostu nań nie wracać. W momencie odejścia dosłownie wszystkie grzechy zostają ci odpuszczone. Nikt już nie będzie ciebie nawet kojarzył. W sumie i tak nikt cię tam nie znał, znał tylko anonimowość, za którą byłeś szczelnie ukryty. Jakim cudem więc miałby cię pamiętać?

A zatem możesz odejść, kiedy tylko zechcesz. Możesz odejść, bo i tak nie zrobi to nikomu żadnej różnicy. Czy jesteś czy cię nie ma - jest to bez znaczenia, bo i tak przecież nie jesteś sobą, tylko... no właśnie kim?
Share:
Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Weebly Introwertyczka na Facebooku Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblerze Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Introwertyczka na We♥it Introwertyczka na Bloglovin Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Pingerze Introwertyczka na Filmwebie Forum dla Ciebie Introwertyczka na Disqusie Napisz do mnie Subskrybuj blog
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.