18.05.2014

Krytyk czy cham?

Ten post chciałam napisać już wiele miesięcy temu, ale jakoś wyjątkowo nie miałam natchnienia. Nie składało się - że tak to ujmę. 

Dużo tutaj wspominam o hejterach, chamstwie w sieci, kłótniach w sieci, wyzwiskach, osądzaniu nieznanych sobie ludzi i tym podobnych sprawach. Wszak są to nieodłączne części internetowego świata, internetowej dżungli stanowiącej motyw przewodni tego bloga. 

Jak do tej pory nie wyraziłam swojej opinii o jeszcze jednej grupie stanowiącej całkiem sporą część ciemnej strony internetowej społeczności - o tzw. samozwańczych krytykach. Co ich charakteryzuje? O tym będzie mowa w dalszej części wpisu.

Wyobraźcie sobie, że zapraszacie do swojego domu gościa. Jesteście do niego pozytywnie i życzliwie nastawieni, pieczecie dla niego przepyszne ciasto, kupujecie najlepszą herbatkę lub najlepszą kawkę, na jaką was stać. Cieszycie się, że przyszedł. Staracie się go ugościć najlepiej, jak umiecie. Tak, aby poczuł się miło i komfortowo. 

Gość przekracza próg waszego domu, zdejmuje kurtkę, rozsiada się w fotelu, zjada kawałek ciasta, wypija herbatkę, wypija kawkę, a następnie... stwierdza o kurwa, jaki macie ohydny dom, nikt normalny nie pomalowałby ścian na taki kolor bądź też ja pierdolę, jak można tak meble ustawić, coś z wami jest nie tak. Na pocieszenie dodaje jeszcze ale obrzydliwe ciasto, porzygać się można, lepiej przestańcie robić wypieki i trzymajcie się z daleka od kuchni. A herbatka, kawka? Gorszego ohydztwa w życiu nie piłem, trzeba mieć coś z głową, żeby takie coś gościom podawać. Fotel oczywiście też niewygodny, zapadający się i brudny, a wieszak, na którym wisi kurta... szkoda gadać. No i, rzecz jasna, przedszkolak lepiej by zaprojektował ten przedpokój.

Albo jeszcze inny scenariusz: gość odbębnia wizytę, jest miło i przyjemnie, po czym słyszycie przypadkowo na ulicy, jak uświadamia swoich znajomych, że macie obrzydliwy dom i chyba jesteście chorzy psychicznie, bo nikt normalny nie chciałby w czymś takim mieszkać.

Aż nieprawdopodobne, ale załóżmy, że jednak prawdziwe. Jakbyście nazwali to, co się stało? Jakimi słowy określilibyście zachowanie takiego gościa? Konstruktywną krytyką, szczerością? Nie sądzę.

A co byście powiedzieli na temat samego gościa? Jakie określenia najlepiej by do niego pasowały? Które słowa najtrafniej opisywałyby jego osobę? Domyślam się, że większość z was odpowie: cham, prostak, burak, wieśniak, debil, arogant, pojeb, buc, prymityw i pewnie jeszcze parę innych, niecenzuralnych, określeń znalazłoby się na tej liście.

I, dochodząc do sedna sprawy, czy tego typu zachowanie należy akceptować? Czy jesteście zmuszeni tolerować zachowanie gościa, który was atakuje, obraża, upokarza i miesza z błotem? Czy macie obowiązek kłaniania się przed takim gościem w pas i obiecywania poprawy? Oczywiście, że nie! To, jak potraktował was ten ktoś jest oburzające, karygodne, skandaliczne i uwłaczające godności. Każdy normalny człowiek natychmiast wyrzuciłby go z domu lub zerwałby wszelkie kontakty.

A więc skoro nie jesteśmy zmuszeni tolerować takich zachowań w świecie realnym, to czemu mielibyśmy tolerować je i dodatkowo propagować w świecie wirtualnym?

Mój blog, mój chomik bądź mój kanał to moje miejsce w sieci, mój wirtualny dom. Nie życzę sobie, aby ktoś wchodził do mojego domu i czepiał się mnie osobiście oraz tego, jak ten mój dom wygląda i co w nim trzymam oraz tego, jaką podaję strawę "dla ducha". Nie podoba się? Nie smakuje? Razi zmysł estetyki? To wyjdź, proszę, i nie komentuj. Nie czepiaj się, nie obrażaj, nie obgaduj mnie na jakichś forach, wykopach, strimoidach czy blogach. Nie ma przecież obowiązku odwiedzania moich miejsc w internecie. Komu się nie podoba - droga wolna.

Niesamowicie wkurwia mnie, jak ktoś mi wmawia, że przecież publikując coś w sieci powinnam być gotowa na krytykę i powinnam wiedzieć, że komuś się nie spodoba. I jeszcze nie powinnam oczekiwać pochwał, głaskania po główce i klepania po pleckach bądź klepania po ramieniu. Że przecież publikując coś muszę wiedzieć, że może to zostać źle odebrane lub że ktoś może mieć negatywną opinię na ten temat. Otóż nie, nie muszę tego wiedzieć, tak jak nie nastawiam się na to, że każdy gość, który mnie odwiedza w domu (zaproszony czy nie), będzie krytykował jego wystrój, herbatę, którą podałam i książki lub płyty stojące na regale. I że będzie mnie wyzywał i obrażał w czasie wizyty lub po wizycie. Nie podoba się u mnie? To Arrivederci Roma! Ani moje blogi ani mój chomik nie są żadnymi sowchozami, kołchozami czy komunami, nie prowadzę ich w kolektywie, nie są własnością wszystkich internautów i w związku z tym nie życzę sobie, aby ktoś, ot tak sobie, opluwał je i wychodził.

Niektórzy jeszcze gustują w powiedzeniach w stylu trzeba z pokorą przyjmować krytykę lub należy być otwartym na krytykę. A niby dlaczego miałabym być otwartą na TAKĄ krytykę i jeszcze przyjmować ją z pokorą?

Ktoś nie ma racji w internecie

Oczywiście nie chcę być źle zrozumiana - każdy ma prawo do swojego zdania. Ale co innego powiedzieć w tym pokoju bardziej pasowałby biały sufit, a co innego trzeba mieć nasrane we łbie, żeby tak pomalować sufit, przecież tu ewidentnie tylko biały pasuje. Albo jeszcze inaczej: kurwa, jak wy mogliście taki kolor wybrać do sufitu? Taki sposób zwracania się do ludzi to nie jest żadna obiektywna krytyka lub prawda, to zwykłe chamstwo. Tylko i wyłącznie.

Chodzi o elementarny szacunek do drugiego człowieka i o to, aby uznać, że ten drugi człowiek nie jest wcale gorszy, mimo tego że nie gustuje w białych sufitach. Dlaczego osoby nielubiące białych sufitów miałyby być gorsze i godne potępienia?

Zatem podsumujmy:

Komentuj, a nie obrażaj. Sugeruj, ale nie narzucaj swojego zdania. Wypowiadaj się, ale bez atakowania. Wyraź swoją opinię, lecz nie traktuj mnie jak podczłowieka. Nie potępiaj, nie oceniaj, nie wmawiaj mi, że jesteś lepszy i że twoja jest tylko racja i to święta racja.


Na całe szczęście ostatnimi czasy nie mam do czynienia z tego rodzaju samozwańczymi krytykami i mam nadzieję, że mieć już nie będę. A jeśli będę, to ich komentarze lub wpisy będą bezwzględnie kasowane, ewentualnie oni sami blokowani. Niektórzy z was zapewne stwierdzą, że to spore ryzyko, bo co, jeśli po skasowaniu tych niefortunnych komentarzy lub wpisów okaże się, że blog świeci pustkami? Jeżeli tak będzie, to... trudno. Lepsze pustki niż robienie ze swojego miejsca śmietnika i wylęgarni samozwańczych krytyków.
Share:
Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Weebly Introwertyczka na Facebooku Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblerze Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Introwertyczka na We♥it Introwertyczka na Pinka Introwertyczka na Bloglovin Introwertyczka na Zblogowanych Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Pingerze Introwertyczka na Filmwebie Forum dla Ciebie Introwertyczka na Disqusie Napisz do mnie Subskrybuj blog
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.