Dane osobowe - ujawniać czy nie?

marca 30, 2014
Kiedy mamy pomysł na własną stronę, blog czy jakiekolwiek inne miejsce w sieci, stajemy niekiedy przed dylematem: podawać swoje dane osobowe czy nie? Co jest dla nas lepsze: nazwisko czy nick?

Dane osobowe w sieci

Oczywiście odpowiedź na to pytania jest zależna od wielu różnych czynników: czy ma to być strona firmowa czy prywatna, czy mają o niej wiedzieć znajomi w realu czy nie, czy owa strona będzie miała charakter komercyjny czy niekomercyjny, jak bardzo osobiste informacje chcemy publikować. Przede wszystkim należy zastanowić się, czy nowe dzieło ma służyć budowaniu naszego wizerunku w sieci czy wręcz przeciwnie - mogłoby nadszarpnąć nasz wizerunek zarówno w sieci, jak i w rzeczywistości realnej.

Istnieją różne szkoły i teorie na temat publikowania nazwiska w sieci na różnych blogach, forach, portalach. Wspominałam już o tym w tymże wpisie. Jedni uważają ujawnianie nazwiska za konieczność, inni za niepotrzebny przymus i brak prywatności. Jeszcze inni twierdzą, że żaden internauta nie wybije się publikując swoje teksty, zdjęcia, wiersze, utwory muzyczne czy cokolwiek innego pod pseudonimem. Niby coś w tym jest, jednak moim zdaniem zależy, jaki rodzaj "wybicia się" jest potrzebny danej jednostce. I czy w ogóle jest jej potrzebny. Poza tym wydaje mi się, że jak ktoś jest dobry w danej dziedzinie, to zyska popularność nawet pod tym "potępianym" pseudonimem.

Ja podjęłam decyzję, że nie będę ujawniać na blogach swoich danych osobowych. Dlaczego, z jakich przyczyn?

Przy okazji postu na temat wykopu jeden z okazjonalnych odbiorców stwierdził, iż brakuje mi odwagi, by podpisywać swoje teksty nazwiskiem. Nie wiem, czy to kwestia odwagi. Po prostu nie czuję żadnej potrzeby ujawniania swoich danych osobowych na blogach. Wydaje mi się, że w blogosferze moje dane osobowe nie są nikomu do szczęścia potrzebne. Nawet, jakbym podała swoje nazwisko, to poglądów swoich przez to nie zmienię. To raczej tak nie działa. Mam takie poglądy, jakie mam, bez względu na to, czy podpiszę je nazwiskiem czy pseudonimem czy inicjałami czy wybranymi losowo liczbami. Podpis to... tylko podpis.

Czy publikowanie postów pod pseudonimem czyni ze mnie tchórza? Jeżeli tak, to trudno - mogę nim być. Nie każdy jest zobligowany do bycia rycerzem walczącym w szczerym internetowym polu przeciwko całemu virtual life. Osobiście wolę być zwykłą gospodynią dbającą o swój skromny sieciowy zakątek.

Można by rzec, iż dzięki nickowi w blogosferze jestem sobą mimo niebycia sobą - taki swoisty paradoks internetu. Mogę być kimkolwiek, jakkolwiek się nazwać i publicznie ujawniać swoje najskrytsze myśli i pragnienia. Nie muszę mieć kajdan w postaci danych, a co za tym idzie - knebla w ustach pod tytułem czy wypada tak mówić?co pomyślą inni?czy na pewno należy tak pisać?jakie to będzie mieć konsekwencje w realu? oraz jak może być to odebrane przez znajomych?.

Uważam, że anonimowość daje blogerom duże pole do popisu i możliwość nieprzejmowania się opinią innych. Tak, jak napisałam w poprzednim akapicie - można być sobą nie będąc sobą. Jest się wolnym od wszelkich konwenansów i od myślenia, co powiedzą ludzie. Nie trzeba robić nic pod publiczkę.

Na swoich blogach piszę o wielu sprawach, o których na pewno nie napisałabym, gdybym musiała ujawniać nazwisko. Brzmi to głupio, ale tak to właśnie wygląda. Niekiedy anonimowo łatwiej jest opisać jakieś swoje przeżycia lub przemyślenia. Szczególnie dotyczy to introwertyków, do których ja również się zaliczam. Zresztą nick mówi sam za siebie. :-)
2013 © Introwertyczka w sieci. Obsługiwane przez usługę Blogger.