Umarł Jan Kowalski - fajne, lubię to?

lutego 25, 2014
Chciałabym napisać dziś o zjawisku, które od jakiegoś czasu niezmiernie mnie zadziwia. Sama nie wiem, co właściwie mam o nim myśleć. Z jednej strony odbieram to jako znak naszych czasów, lecz z drugiej ogarnia mnie niesmak i zażenowanie.

Jak powszechnie wiadomo, portale społecznościowe oraz ich przyciski na dobre zadomowiły się w internetowej przestrzeni i stały się nieodłącznym elementem cyberkrajobrazu. Niemal na każdej odwiedzanej stronie witają nas buttony like, plus, fajne. Niekiedy są umieszczone gdzieś dyskretnie i nie przeszkadzają w odbiorze, a niekiedy są nachalne i nie można przez nie skupić się na treści. Tak czy inaczej są i stanowią część wirtualnego świata, idealnie się w niego wtopiły.

Pod każdą informacją, pod każdą notką jest możliwość polubienia, zaplusowania, oznaczenia jako fajne. Można klikać, klikać i klikać. Wyrażać aprobatę, dawać wyraz swojemu estetycznemu lub informacyjnemu spełnieniu. Po kliknięciu i zaakceptowaniu danej rzeczy czujemy nasycenie i dobre wykonanie obowiązku. Wypełniliśmy społeczną misję. Jesteśmy jak motłoch w ochlokracji. 

Czy mnie to oburza? W zasadzie nie, wszak internet kieruje się swoimi prawami, tutaj rządzi większość. Nie ma żadnych konwencji, ordynacji, wyborów pięcioprzymiotnikowych, inicjatywy ludowej. Albo większości coś się podoba i jest cacy albo coś się nie podoba i jest be. Krótka piłka.

W tym miejscu pojawia się dość nietypowy problem. Co konkretnie może, a co nie może podobać się i być uznanym za fajne, godne polubienia lub pozytywne? Wytwór artystyczny - ok, można lubić albo nie lubić. Otwarcie nowego sklepu - też ok, można lubić albo nie lubić. Szukanie domu dla zabłąkanego psa - również ok, można lubić albo nie lubić. Opinia na temat sukienki, portalu internetowego, serka śniadaniowego - ok, można lubić albo nie lubić. Informacja o czyjejś śmierci, wypadku, podpaleniu, powodzi, chorobie - ... ?

No właśnie, czy wypada lubić, określać na plus lub uznawać za fajne wiadomość stricte negatywną, przykrą, tragiczną? Trochę dziwnie. Info: Pożar nad ranem, zginęły cztery osoby, pozostałe walczą o życie w szpitalu!, a pod spodem: 10 osób lubi to, 5 osób uznało za fajne, 20 plusów. Zawsze mnie to razi. Czuję się wtedy zażenowana i mam ochotę krzyczeć: kurwa, ludzie, co tu jest do lubienia, co w tym jest fajnego, gdzie tu plusy, pozytywy? Jakim trzeba być prymitywem, aby tego typu informacje oznaczać jako fajne i godne polubienia? Tu nie ma nic do lubienia, to wielka tragedia. Jak można naciskać "lubię to!" pod informacją o czyjejś śmierci?!? Do kurwy nędzy, ludzie, co jest z wami? Czy portale społecznościowe odebrały wam jakąkolwiek wrażliwość i resztki czegoś, co nazywa się człowieczeństwem? Takie zachowanie to czyste buractwo i znieczulica. Znieczulica XXI-go wieku.

Tej znieczulicy nie dostrzeżesz na ulicach, w ogóle nie spotkasz się z nią w realnym świecie. Przez to myślisz, że jej nie ma, ale to tylko pozory. Ona jest, funkcjonuje, oddycha gdzieś głęboko pod skórą osobnika lajkującego, co tylko się da. Ona wyłazi wtedy, kiedy taki osobnik zaszywa się w zakamarkach internetu po to, aby klikać długo i namiętnie. On lubi, on przecież tylko lubi. Co w tym złego? Chyba nic. Jest button like, więc z niego korzysta, czemu by nie? To w końcu zwykłe kliknięcie.

Za każdym razem lajki, plusy i fajności pod informacjami o śmierci, nieszczęściu, cierpieniu wywołują u mnie dziwny stan. Jest mi przykro, czuję niesmak i niechęć do ludzi, którzy potrafią lubić i uznawać za fajne czyjś osobisty dramat. No cóż, być może jestem przewrażliwiona lub po prostu są ludzie i... ludzie.
2013 © Introwertyczka w sieci. Obsługiwane przez usługę Blogger.