Społeczność internetowa

stycznia 15, 2014
Często w globalnej sieci używane jest sformułowanie "społeczność internetowa". Zgodnie z definicją wikipedii społeczność internetowa to zbiorowość ludzi, w której interakcje odbywają się za pośrednictwem internetu, są to wszelkie wspólnoty ludzi – choćby tymczasowe – zgromadzone wokół wspólnego celu lub dyskusji na interesujący dla wszystkich temat. Pojęcia tego użył najprawdopodobniej po raz pierwszy w 1994 Howard Rheingold określając społeczności wirtualne jako grupy ludzi, którzy (...) wymieniają słowa oraz idee za pośrednictwem klawiatury.

To tyle, jeśli chodzi o wikipedianą teorię, ale jak to wszystko wygląda w praktyce? Czy fakt, iż nawiązaliśmy gdzieś tam w sieci interakcję i wymieniliśmy kilka zdań, czyni z nas członków danej społeczności? I czy w ogóle społeczności internetowe naprawdę istnieją? Może to tylko mit stworzony na potrzeby zaangażowanych emocjonalnie internautów?

Społeczność internetowa

Zacznijmy od tego, czym właściwie jest społeczność. Otóż społeczność to pewna zbiorowość, którą charakteryzuje więź społeczna. Więź społeczna jest tutaj podstawą, ma znaczenie fundamentalne. Czynnikiem łączącym jednostki jest świadomość przynależności do grupy oraz poczucie wspólnoty interesów i wartości. Istotnym elementem wzmacniającym więź społeczną jest identyfikacja działań i przekonań jednostki z działaniami i przekonaniami grupy. Czy ta definicja ma odniesienie do świata wirtualnego? Moim zdaniem nie.

Między internautami aktywnie biorącymi udział w życiu danego portalu, forum, czatu lub grupy nie ma żadnej więzi. Stanowią oni jedynie zbiór przypadkowych jednostek i nic poza tym. Jedni przychodzą, drudzy odchodzą i tak to się wszystko kręci. Tych, co odeszli, nikt nie będzie pamiętał ani żałował, albowiem przyjdą następni. Ci, co odeszli, również być może za jakiś czas zapomną, że w ogóle udzielali się na jakimś tam forum czy wortalu. Ciężko stwierdzić, kim jest jutrzenka12, emed458 lub berta71, to tylko jakieś dziwaczne nazwy nic konkretnego nikomu nie mówiące. To zbiór postaci doskonale ukrytych za fasadą anonimowości. Oni nie wiedzą, kim jestem ja, a ja nic nie wiem o żadnym z nich. W zasadzie nawet nie mam pojęcia, czy to na pewno są żywi ludzie, równie dobrze mogą to być zwykłe boty. Ktoś generuje jakieś wpisy, jakieś komentarze, jakieś nowe tematy i emoty. Czy jednak ja wiem kto? Nie wiem. To tylko zestawy przypadkowych nicków, awatarów i sygnatur. Ich słowa nie mają większego znaczenia, brak jest w tych słowach pierwiastka emocjonalnego dla nich i dla mnie. Nie ma tu mowy o jakiejkolwiek więzi.

To samo dotyczy idei. Rzadko w internecie znajduje się miejsca silnie nasiąknięte określonymi poglądami, który byłyby jednocześnie punktami zrzeszającymi społeczność. Tam, gdzie bytują tzw. społeczności internetowe (zwane też niekiedy społecznościami wirtualnymi), zazwyczaj występuje duże rozwodnienie światopoglądowe, rozwarstwienie osiowe. Brak jest tej jednej konkretnej idei gromadzącej zwolenników albo przeciwników. Nie ma ujednolicenia poglądów, wspólnego frontu, konkretnego stanowiska w danej sprawie. Nie ma ideologii stanowiącej źródło społeczności i będącej łącznikiem między poszczególnymi członkami tejże. Brakuje spoiwa, czegoś, co scala daną zbiorowość i tworzy więź. Nie istnieje żaden aksjomat. Internetowe zbiorowości opierają się głównie na możliwościach oferowanych przez dane miejsce. Na możliwościach, a nie na ideach. Możliwością jest np. prowadzenie dyskusji na wiele różnych tematów (fora dyskusyjne, czaty), komentowanie bieżących wydarzeń lub artykułów (portale informacyjne, wykop, strims, strimoid), ocenianie nawzajem swojej twórczości (youtube, wortale literackie, plastyczne, muzyczne), pobieranie i udostępnianie plików (chomikuj, peb), wymiana informacji i udzielanie porad (portale i fora regionalne, medyczne, komputerowe), budowanie wizerunku w sieci oraz ocenianie wizerunku innych osób (serwisy społecznościowe). Te wszystkie elementy są jedynie możliwościami, oferowanymi usługami, to nie są idee.

Przeglądając niekiedy mikroblog na wykopie bądź stronę główną na czacie, mam nieodparte wrażenie, iż tam każdy pisze sam do siebie. Jakieś słowa bez ładu i składu, jakieś niepoukładane myśli bez jakiegokolwiek wątku, jakieś oświadczenia z dupy wzięte, wypowiedzi adresowane nie wiadomo do kogo, zdania bez sensu pojawiające się nagle ni z gruchy ni z pietruchy. Po co to, na co, dla kogo, w jakim celu? Czy tak ma objawiać się więź społeczna? Taki jest wyraz istnienia społeczności internetowej?

Abstrahując nawet od anonimowości poszczególnych jednostek oraz braku zespalającej je ideologii i celu, to najzwyczajniej w świecie ciężko odczuwać i tworzyć więź z kimś, kogo zna się tylko z forumowej kłótni lub głupawej wymiany zdań o niczym. Kilka słów, kilka stwierdzeń, oklepanych form grzecznościowych lub niegrzecznościowych - oto istota internetowej zbiorowości. Zbiorowości, lecz na pewno nie społeczności. Zamykamy okno, czyścimy historię przeglądania, wyłączamy komputer i w tym momencie aspekt społeczny internetu przestaje nas interesować. Później znów włączamy komputer, wchodzimy do internetu i pamiętamy, że chyba ostatnio z kimś rozmawialiśmy na czacie czy forum. Z kimś... tylko z kim to już nieistotne, wszak swoje człowieczeństwo zostawiliśmy w realu tak, jak się zostawia kurtkę w szatni.

Myślę, że w przestrzeni internetowej nie ma społeczności w dosłownym rozumieniu tego słowa. "Społeczność internetowa" to raczej taki skrót myślowy, używany w celu określenia pewnego rodzaju zachowań ludzkich w tejże przestrzeni. Wg mnie te zachowania często przypominają zachowania zbiorowe charakterystyczne dla tłumu. Jest to szczególnie zauważalne w miejscach o dużym zagęszczeniu użytkowników, w dużych wirtualnych skupiskach ludzkich. Należą do nich m. in. facebook, wykop, forum na kafeterii, forumowisko i dawny strims. Właśnie tam bardzo często tworzy się tłum razem ze wszystkimi charakterystycznymi dla siebie cechami.

Społeczność internetowa? To określenie nic nie znaczy i niczego nie określa, jest zwykłym pustym sloganem. Mimo to w jakiś sposób zakorzeniło się w języku polskim i wryło się głęboko w naszą wirtualną świadomość. Z tego względu nie pozostało nam nic innego, jak tylko zaakceptować je i uznać jego istnienie. Gdy się wchodzi między wrony, trzeba krakać tak jak one.
2013 © Introwertyczka w sieci. Obsługiwane przez usługę Blogger.