Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it

Korporacja Google vs Prywatność

W obecnych czasach dane na temat przeciętnego Kowalskiego są na wagę złota, chciałoby je zdobyć chyba każde przedsiębiorstwo usługowe. Chodzi tutaj zarówno o dane osobowe typu położenie geograficzne, adres, numer telefonu, jak i preferencje dotyczące np. ulubionych marek czy sposobów spędzania wolnego czasu. Tego typu informacje stanowią dla usługodawców prawdziwą gratkę. 

Można by rzec, że dane na nasz temat to wręcz kopalnia wiedzy, która pozwala oferentom dostosować się do ciągle zmieniających się potrzeb rynku, jak również kreować w nas, odbiorcach, sztuczne potrzeby po to, aby zapewnić przedsiębiorstwom zysk. Np. przed wynalezieniem przycisku "lubię to!" nikt nie czuł potrzeby klikania na cokolwiek w celu aprobaty. Teraz lajki, plusy i tweety to niemal nieodłączny atrybut każdej strony, każdego tekstu w sieci, każdego filmu, prawie wszystkiego. Stały się poniekąd wyznacznikiem statusu internetowego. Cóż, ja chyba nie jestem pod tym względem lepsza, bo u mnie na blogu również są lajki, plusy i tweety. Postarałam się jedynie o to, aby nie były zbyt nachalne i przeszkadzające w odbiorze tekstów. Są umieszczone daleko z boku, nie wyskakują nagle nie wiadomo skąd, nie rozpraszają, nie są "złączone" z tekstem, nie zasłaniają go, nie zajmują zbyt wiele miejsca. Śmieszy mnie, gdy ludzie na blogach pod każdym postem umieszczają po kilkadziesiąt przycisków typu: polub, daj plus, tweetnij, fajne!, udostępnij tu, udostępnij tam, poleć tu, poleć tam, wstaw tutaj, wstaw tam, dodaj na ten serwis, dodaj na tamten, dodaj na inny, wyślij mailem, itp, itd. Niekiedy te przyciski zajmują niemal tyle miejsca, co sam tekst. Poza tym jaki sens ma przycisk np. "dodaj do linkedin" w przypadku bloga z opowiadaniami fantasy lub "wstaw na pinterest" w przypadku bloga, na którym nie ma żadnych zdjęć?


Tak czy owak przycisk "lubię to!" bazując na tym, że każdy ma potrzebę akceptacji, wygenerował w nas sztuczną potrzebę zbierania popularności określonej liczbą. Masz dużo lajków - jesteś kimś, masz mało lajków - jesteś nikim. Parę miesięcy temu przy okazji mojego posta na temat wykopu i tamtejszej społeczności, jeden z wykopowiczów stwierdził, że nie powinnam w ogóle wypowiadać się na temat takiego portalu jak wykop, gdyż mam mało lajków, więc JESTEM NIKIM W INTERNECIE. Fakt posiadania takiej czy innej liczby lajków definiuje mnie jako internautkę, byłą wykopowiczkę, blogerkę i... człowieka?

Serwisy społecznościowe funkcjonują tylko i wyłącznie dzięki temu, że odzierają nas z prywatności. Zbierają nasze dane, zmuszają nas do podawania jak największej liczby szczegółów na temat swojej osoby. Zachęcają do sieciowego ekshibicjonizmu. A my się na to godzimy w imię niepozostania na marginesie wirtualnej społeczności.

Bloga z wierszami założyłam w prehistorycznych, jak na warunki internetowe, czasach, kiedy nie było jeszcze czegoś takiego jak google plus. W końcu google plus pojawiło się w sieci, ja zachęcona założyłam tam profil i wtedy się zaczęło. Przy każdym wejściu na panel bloga witała mnie informacja o tym, że powinnam koniecznie połączyć konta, bo to tyle korzyści. Ja klikałam zamknięcie, a po chwili owa informacja i tak znów się pojawiała. Nawet zakładka nowa zawitała w panelu: Google+. To wszystko jeszcze dałoby się jakoś przeżyć, ale nieźle się wkurwiłam, kiedy zauważyłam, że na moim profilu google plus dodali do publicznego wglądu dla wszystkich mój blog z profilu bloggera BEZ MOJEJ WIEDZY I ZGODY! Szybko go ukryłam, jednak do dziś widnieje informacja, że powinnam dodać blogi do swojego profilu. Dziękuję bardzo za troskę, sama wiem, co i gdzie powinnam dodać.

Później jeszcze okazało się pewnego razu, że nie mogę wejść na swój profil bloggera, bo adres e-mail podany przy rejestracji obejmuje inne konto google, którego nie można połączyć z profilem. Nagle ni z tego ni z owego jedno konto google zamieniło się w dwa, ciekawa sprawa. Musiałam więc zmienić adres i podać im inny. W ten oto sposób dostali kolejny namiar, spryciule. Wiadomym przecież było, iż jakoś muszę się do swojego konta dostać i nie porzucę blogów z powodu zmiany adresu.

Chciałam założyć pocztę na gmail, jednak okazało się, że przy rejestracji konieczne jest podanie numeru telefonu. Na początku pomyślałam, że to jakiś żart, że przecież podanie numeru telefonu nie może być obligatoryjne, bo to byłby czysty absurd. Wypełniłam więc wszystkie pola, kliknęłam i moim pięknym oczom ukazała się informacja w bardzo miłym tonie, iż poczta jest już gotowa i już na mnie czeka, muszę tylko dopisać swój numer telefonu. Ot, taki tam drobiażdżek.

Swego czasu przy niemal każdym logowaniu do bloggera również ukazywało się upomnienie o tym, że należy podać numer telefonu w imię zasad bezpieczeństwa. Wychodzi więc na to, że google wie lepiej od nas, jak mamy dbać o swoje bezpieczeństwo. I przy okazji, jak podać im wszystkie swoje dane. Niedługo pewnie będą prosić o PIN, NIP, PESEL, nr dowodu, nr buta i to wszystko, rzecz jasna, tylko i wyłącznie w imię naszego bezpieczeństwa. No bo po cóż by innego?

Niedawno również miałam trudności z dostaniem się do swojego konta z powodu... zmiany przeglądarki. Nie, to nie jest żart. Zmieniłam przeglądarkę, chciałam się zalogować, a tu figa z makiem. Dowiedziałam się, że zauważono zmianę miejsca logowania. To z lekka przerażające, że google zawsze wie, skąd się loguję i wykorzystuje tę wiedzę. Anonimowość w sieci - to jest dopiero żart!

Miałam wówczas niemałe trudności z dostaniem się do konta z powodu, jak mnie poinformowano przy próbach logowania, wcześniejszego niepodania swojego numeru telefonu. Gdybym podała numer, bez problemu dostałabym się do konta z innej przeglądarki. No tak, zachciało się zachowywania jakichś resztek prywatności w sieci, to teraz masz za swoje! Wszak prywatność w sieci nie istnieje, nie ma takiego pojęcia. Dziś numer telefonu, jutro numer domu, a pojutrze...?

Jeśli chodzi o blogger, to warto wiedzieć jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. W momencie, gdy zmienicie adres bloga, to poprzedni adres automatycznie staje się dostępny dla nowych blogów. Jeżeli wasz blog istniał trochę czasu i był chociaż odrobinę popularny, to ktoś może po prostu najzwyczajniej w świecie przejąć wasz poprzedni adres i podszyć się pod was. Będzie mieć taki sam adres, może wziąć sobie taki sam pseudonim, podobny szablon i podobną tematykę. Będzie jechać na waszej czasem wieloletniej pracy i korzystać z jej owoców. Czy możecie coś z tym zrobić? Absolutnie nic. Nie możecie tego nigdzie zgłosić i nikogo to nie obejdzie. Taki podszywacz pozostanie absolutnie bezkarny. Spytacie pewnie, czy to jest w ogóle możliwe. Ano możliwe, jak najbardziej. W pomocy bloggera czytamy bowiem: "określanie praw własności do pseudonimów, przydomków i nazw ekranowych nie należy do zespołu Bloggera". Czytaj: na bloggerze można bezkarnie robić ludzi w chuja. W zasadzie, jak się ktoś uprze, to nawet nie trzeba adresu bloga zmieniać. Wystarczy założyć blog z niemal identycznym adresem, wziąć sobie taki sam nick z takim samym awatarem, nawet opis można skopiować (a co, jak szaleć to szaleć!), zrobić identyczny szablon, tytuł, opis i tematykę bloga, no i wystarczy. Mało kto odróżni wasz blog od bloga podszywacza. I wg zespołu Bloggera to nie jest podszywanie się, w ogóle, wcale. Taki uzurpator nawet upomnienia nie dostanie.

Podszywanie się na bloggerze można zgłosić tylko i wyłącznie wtedy, gdy jakiś użytkownik podszywa się, używając czyjegoś prawdziwego imienia i nazwiska w swoim profilu. A i takie zgłoszenie nie jest proste.

Zgłoszenie podszywania się w bloggerze
Zgłoszenie podszywania się w bloggerze
Jak widzimy na powyższym screenie, w momencie, gdy chcemy zgłosić, iż ktoś się pod nas podszywa, musimy przesłać kopię dowodu tożsamości ze zdjęciem. Tak, jakbyśmy my byli winni zaistniałej sytuacji i w związku z tym musieli wysyłać im nasz najważniejszy dokument, na którym widnieją nasze najważniejsze dane, łącznie z imionami rodziców, PESEL-em, nrem dowodu, naszym podpisem i zdjęciem. Wygląda na to, że jak ktoś się pod nas podszywa, to wówczas my za karę musimy oddawać korporacji google najbardziej wartościowe informacje na nasz temat. Każda okazja do zbierania danych jest dobra, każdą trzeba wykorzystać.

Tak więc, jeżeli planujecie zmianę adresu bloga na bloggerze, to zastanówcie się dwa razy. Wasz poprzedni adres automatycznie stanie się dostępny dla nowych blogów i gdy potencjalny uzurpator zauważy ten fakt (co wcale nie będzie takie trudne), to może zacząć udawać was. Weźmie taki sam pseudonim, stworzy blog o identycznej tematyce, dobierze podobny szablon i już będzie happy. A wy nic mu nie zrobicie.

Na chomikuj często, gdy któryś popularny chomik zmieni nazwę lub zwinie się z serwisu, to niemal natychmiast powstaje chomik z identyczną nazwą. Tam jest jednak trochę inaczej, gdyż po prostu widać, że to uzurpator. Po tym, że najczęściej nic nie ma na swoim chomiku bądź też ma niewiele. W blogosferze sprawa jest bardziej skomplikowana, głównie ze względu na fakt, iż blogosfera to społeczność, to nie tylko gromadzenie plików, ale także twórczość własna i własna przestrzeń. Tutaj następuje mocniejsza identyfikacja, że tak to górnolotnie ujmę.

W przypadku podszywania się pod kogoś przy użyciu prawdziwego imienia i nazwiska, wydaje mi się, że o wiele lepszym rozwiązaniem aniżeli oddawanie danych korporacji, będzie zwyczajne zgłoszenie tego problemu do organów ścigania. Taką osobę można oskarżyć o przestępstwo przeciwko wolności na mocy art. 190a § 2 Kodeksu Karnego lub o naruszenie dóbr osobistych na mocy art. 24 § 1 Kodeksu Cywilnego. Myślę, że przyniesie to lepszy skutek niż kserowanie dowodu osobistego i wysyłanie go ot tak sobie do jakiejś korporacji.

O posiadaniu strony i profilu na google plus i o zbieraniu na google plus danych osobowych pisałam już w tym oto poście, więc nie będę się teraz powtarzać i rozwijać tego tematu. Powiem tylko tyle, że nie próbujcie podawać tam jakichś zmyślonych nazw w rubrykach imię i nazwisko. Google to wytropi i zagrozi usunięciem konta, jeżeli nie zmienicie ich na swoje prawdziwe dane. Z kolei utworzenie strony na google plus bez posiadania nań profilu jest niewykonalne. Podacie swoje prawdziwe dane, to dopiero utworzycie fanpage.

Serwisom społecznościowym zależy na tym, abyśmy publikowali o sobie jak najwięcej informacji i jak najwięcej danych osobowych im przesyłali. W dobie społeczeństwa informacyjnego informacja to prawdziwa potęga. Można ją wykorzystać na wiele różnych sposobów. To cenne dobro, które może posłużyć m. in. do ustalania potrzeb, na podstawie tychże kreowania sztucznych potrzeb, a w rezultacie do generowania zysków.

Nie twierdzę, że należy popadać w paranoję i unikać google jak ognia. Co by nie mówić, google dużo nam, internautom, daje. :-) Przeglądarka google chrome jest najlepsza, najszybsza i najrzadziej się zawiesza. O wyszukiwarce i jej zaletach nie wspomnę, gdyż niemal wszyscy je znają. Yahoo czy bing wysiadają przy wyszukiwarce google.

Również należący do google blogger jest, moim skromnym zdaniem, najlepszą platformą blogową. Nigdzie nie ma tylu możliwości, co tutaj. Nawet popularny wordpress nie dorasta bloggerowi do pięt. Na bloggerze naprawdę można stworzyć swój blog od początku do końca, być jego właścicielem i blogować z przyjemnością. Tutaj moje blogi należą do mnie i nie muszę mieć wyrzutów sumienia, jak chcę coś zmienić w HTML lub pobrać szablon z zewnątrz. Czuję się pełnoprawną właścicielką moich blogów. Właśnie dlatego jestem na bloggerze od trzech lat i uważam, że dam radę przeżyć pewne niedogodności i udziwnienia w serwisie.
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it