Przyjaciele i wrogowie w sieci

października 30, 2013
Globalna sieć to nie tylko źródło wiedzy, to także społeczność, to miejsce spotkań. Z tego względu na swojej internetowej drodze spotykamy wielu ludzi, niekiedy nawet bardzo wielu. Jedni wzbudzają w nas coś na kształt sympatii, zaś drudzy wręcz przeciwnie - antypatii. Z niektórymi się zgadzamy, natomiast innych potępiamy. 

Zacznę od tego, że jak na wzorową introwertyczkę przystało, denerwuje mnie nadużywanie słowa "przyjaciel". Nazywanie kogoś przyjacielem np. po paru tygodniach znajomości to kupa śmiechu. I fakt, że z kimś można porozmawiać o dupie marynie w pracy czy w szkole, nie oznacza automatycznie przyjaźni. Przyjaciel to ktoś, do kogo można zadzwonić w środku nocy jedynie po to, żeby się wyżalić. Reszta to tylko zwykli znajomi, którzy być może za rok czy za dwa więcej już się nie odezwą. 

Internet to bardzo specyficzne miejsce spotkań. Śmiem twierdzić, że w zasadzie tutaj nie ma ani przyjaciół ani wrogów. Nie ma przyjaciół, są obserwatorzy. Nie ma wrogów, są osoby dodane do czarnej listy. Właściwie nawet nie osoby, tylko nicki. Z awatarami lub bez. W internecie nie mamy twarzy ani imion, mamy właśnie nicki. Określamy samych siebie poprzez (często głupawą) nazwę. Tutaj jestem Introwertyczką, na wykopie i tubie fm jestem nieuprzejmaaa, zaś na filmwebie - Szafa_Gra. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Imię i nazwisko zostało nam dane z góry, określa nas i nasze poczynania, pozwala na identyfikację w świecie realnym. W świecie, w którym trzeba walczyć o przetrwanie. A internet? Internet pozwala na wykreowanie swojego alter ego, na stworzenie siebie niejako od podstaw. Można być, kim się chce, bez konieczności wykonywania narzuconych obowiązków i dostosowywania się do norm społecznych. Nowa osobowość bez bagażu realności. Banał? Banał. Ale jakże prawdziwy.

W tym miejscu pojawia się innego rodzaju pytanie: czy nick może mieć przyjaciół lub wrogów? Wg mnie nie może. Nie ma takiej mocy czy raczej takich kompetencji. Jako internetowy nick jesteś tylko nazwą, tak jak bot. I tym właśnie jesteś w istocie jako nick: botem, tworem generującym określone działania. Niczym więcej.

W internecie nie można kogoś lubić czy nie lubić. Jeżeli czyjeś działania wydają się interesujące, dodaje się taką osobę do obserwowanych. Jeżeli czyjeś działania są irytujące, dodaje się taką osobę na czarną listę, oznacza jako spam, blokuje itp. Tak to funkcjonuje, tak to się wszystko kręci. Jak nietrudno zauważyć, brak jest w tym wszystkim pierwiastka emocjonalnego, chodzi wyłącznie o przepływ informacji. Liczy się bycie na bieżąco.

Konkludując, tytuł dzisiejszego posta jest swego rodzaju oksymoronem, sprzecznością samą w sobie. Oparty jest na nieistnieniu danego zjawiska. Dlaczego więc właśnie taki? Aby lepiej zrozumieć to, czego nie ma.
2013 © Introwertyczka w sieci. Obsługiwane przez usługę Blogger.