Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it

Budowanie wizerunku w sieci

Tytuł brzmi bardzo górnolotnie, lecz tak naprawdę cała kwestia sprowadza się do kilku prostych podstawowych pytań:

  1. Jak chcę być postrzegany/a w przestrzeni internetowej?
  2. W jaki sposób mogą mnie postrzegać osoby wchodzące na moją stronę lub profil?
  3. Kim chcę być w przestrzeni internetowej?
  4. Jaki wpływ będzie miał mój wizerunek na otoczenie w "realu"?
  5. Czy mój wizerunek pomoże mi osiągnąć wybrane cele życiowe?
Czasy są takie, jakie są. Przez internet można wyśledzić i zlustrować niemal każdego. Wystarczy wpisać odpowiednią frazę w google lub specjalną wyszukiwarkę osób (np. taką) i już po kilku kliknięciach przypadkowo zbłąkany internetowy włóczęga wie o nas czasem dużo więcej niż my sami. Takie są uroki internetowej dżungli i nic na to nie poradzimy. Możemy jednak w dość dużym stopniu kontrolować informacje na swój temat, które podajemy na tacy całemu światu. Jak tego dokonać? Przede wszystkim myśląc. Myśląc, analizując i przewidując. Należy zastanowić się kilka razy przed wrzuceniem czegoś do sieci pod własnym nazwiskiem. Spytać samego siebie, jakie ów czyn będzie miał konsekwencje w świecie realnym. I przede wszystkim pamiętać, że sieć przeglądają pracodawcy, rodzina, znajomi, nasi wrogowie i przyjaciele... Trzeba więc uważać.

Budowanie wizerunku w sieci

Przykład? Ok, proszę bardzo. Wyobraźcie sobie, że szukacie pracy jako opiekunka do dzieci, pedagog dziecięcy lub jako ktokolwiek, kto z dziećmi pracuje. Pewnego dnia spontanicznie wrzucacie "jawnie" na facebook czy inny portal informację, że denerwują was bachory drące się pod oknem lub dzieciak sąsiadów wrzeszczący całe dnie i noce. Później do tego wrzucacie jeszcze swoje półnagie zdjęcia zrobione pod wpływem. Trafiacie na pracodawcę, który zastanawia się nad zatrudnieniem was. Z ciekawości wpisuje wasze nazwisko w wyszukiwarce google lub na facebooku i wtedy... no właśnie, niespodzianka.

Teraz sytuacja odwrotna: szukacie pracy jako opiekunka do dzieci, pedagog dziecięcy lub jako ktokolwiek, kto z dziećmi pracuje. Tworzycie konto na jednym z portali zrzeszających pracodawców i pracowników, na portalach społecznościowych opisujecie głównie przebieg życia zawodowego i nie upubliczniacie pod wpływem chwili informacji o tym, jak was wszystko wkurwia ani o tym, jak strasznie męczy kac. Liczbę zdjęć ograniczacie do minimum, żadnych słit foci. Trafiacie na pracodawcę, który zastanawia się nad zatrudnieniem was. Z ciekawości wpisuje wasze nazwisko w wyszukiwarce google lub na facebooku i wtedy... nie spotka go rozczarowanie. Być może pracy i tak nie dostaniecie, ale na pewno nie z winy fatalnego wizerunku w sieci. 

Inny przykład: ubiegacie się o pracę w administracji lub polegającą na reprezentowaniu przedsiębiorstwa na zewnątrz. Adres waszego maila brzmi: "gwiazdeeeczkaaaa@" lub "basiulka@", a na portalach społecznościowych "jawnie" publikujecie wierszyki w stylu "na górze róże, na dole fiołki, oj jak ja strasznie lubię aniołki :* :* :*". Trafiacie na pracodawcę, który zastanawia się nad zatrudnieniem was. Z ciekawości wpisuje wasze nazwisko w wyszukiwarce google lub zauważa wasz adres mailowy i wtedy... po prostu uzna was za osoby infantylne, niepoważne i, co najgorsze, takie, które absolutnie nie poradzą sobie w tego rodzaju pracy.

Jeśli już tę pracę macie i będziecie publicznie psioczyć, marudzić i narzekać na szefa, współpracowników, obowiązki, warunki... to chyba nie muszę pisać, jakie mogą być tego konsekwencje.

Jeśli zaś macie dziecko, to myślicie, że w przyszłości będzie zachwycone faktem, iż mamusia publikowała na portalu społecznościowym jego zdjęcia, na których biega po ogrodzie z gołą dupą lub sika na łące? Nie sądzę. Psujecie dziecku wizerunek już na samym początku jego życia. Jemu.. i sobie przy okazji też. Co dobrego można pomyśleć o matce ośmieszającej w sieci swoje własne dziecko?

Tego typu przykłady i sytuacje można mnożyć i wyliczać w nieskończoność. Wniosek z nich jest tylko jeden: bądźmy odpowiedzialni za to, co umieszczamy w sieci pod własnym nazwiskiem. Zawsze liczmy się z konsekwencjami w świecie realnym. Zastanówmy się, czy to co publikujemy współgra z naszymi życiowymi celami, z tym, co chcemy osiągnąć. Z tym, na czym nam najbardziej zależy. Traktujmy swoje nazwisko w sieci trochę jak markę, jak towar, który chcemy sprzedać określonej grupie ludzi. Nie dajmy się nabrać na złudne poczucie akceptacji w sieci i wszechobecnej otwartości. Ktoś, kto w internecie jest nadmiernie szczery, musi być albo wolnym strzelcem, który może pozwolić sobie na niezależność, albo głupcem. Ta druga opcja jest nawet częstsza. Jednak my z niej nie korzystajmy.

Być może temat dzisiejszego postu najlepiej zobrazuje poniższy wzór:

JA W INTERNECIE  =  SPOSÓB ODBIERANIA MOJEJ OSOBY W ŚWIECIE REALNYM
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it