Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it

Pieniądz robi pieniądz

Nie od dziś wiadomo, że istnieje w pewnych grupach społecznych zjawisko zwane dziedziczeniem biedy. Polega ono na tym, iż dzieci biednych rodziców nie mają pieniędzy na to, aby się kształcić, rozwijać swoje zdolności i pasje, podróżować, wyprowadzić się z toksycznego środowiska, a co za tym idzie - tkwią w biedzie i marazmie dokładnie tak samo jak ich rodzice. Rodzice nie mają pieniędzy, więc nie mają za co zapewnić przyszłości swoim dzieciom. W rezultacie dzieci dziedziczą po rodzicach biedę. Często również brak im wiary we własne siły i w to, że cokolwiek może się zmienić. No bo skoro rodzice są biedni, dziadkowie żyją w nędzy, wujkowie w kółko liczą, żeby starczyło do pierwszego, a sąsiedzi ledwo wiążą koniec z końcem, to "czemu mnie miałoby się udać?".

Ostatnimi czasy w naszej przestrzeni publicznej możemy również zaobserwować zjawisko będące dokładnym przeciwieństwem opisanego wyżej dziedziczenia biedy. Niektóre osoby stają się sławne i bogate tylko i wyłącznie z uwagi na fakt, że rodzice są sławni i bogaci. Sława rodzi sławę, pieniądz robi pieniądz. Na salonach, okładkach, w telewizji bądź na pudelku pojawia się nagle jakaś nowa morda, a my jako publiczność zostajemy poinformowani o tym, że jest to córka lub syn tego czy tamtego piosenkarza, aktora, polityka. Najczęściej ta sama morda pojawia się później w jakimś serialu, filmie (np. Antoni Królikowski, Olga Frycz, Agata Buzek, Weronika Rosati), scenie muzycznej (Patrycja Markowska, bracia Cugowscy, Justyna Steczkowska) lub... w blogosferze.

I już wiadomo, o kim będzie dzisiejszy post.

Swego czasu byłam żywo zainteresowana dziedziną wiedzy zwaną marketingiem politycznym. Jest ona ściśle powiązana z rynkiem politycznym. Ogólnie rynek to miejsce, w którym odbywają się transakcje kupna i sprzedaży. W odniesieniu do polityki przedmiotem owych transakcji są obietnice i to, co politycy mogą nam zaoferować, natomiast podmiotem jesteśmy my, wyborcy i wspomniani wyżej politycy, którzy dążą do tego, abyśmy ich kupili, czyli oddali na nich swój głos, udzielili im swego poparcia. Oczywiście stosują przy tym różnego rodzaju techniki marketingowe i sztuczki. 

Nasz obecny premier wybrał sobie wizerunek dobrego i kochanego wujaszka, który o wszystkich się troszczy i w dodatku pochodzi z ludu, więc dobrze zna problemy nękające prostych ludzi. Dlaczego stworzył akurat taki wizerunek, a nie inny? Ponieważ jego kontrkandydaci byli (i jeden z nich dalej jest) postrzegani jako kłótliwi, złośliwi, nieprzystępni i niemający pojęcia o prozie życia. Na ich tle Tusk chciał jawić się jako uosobienie dobroci, wrażliwości, empatii i ugodowości. Chciał i... udało mu się to na tyle skutecznie, że dwa razy wygrał. Dzisiaj już wiemy, że ta cała polityka miłości i utożsamianie się z ludem to pic na wodę, fotomontaż, jednak Tusk nadal przy swoim wykreowanym wizerunku trwa. Najlepszym dowodem na to jest właśnie blog jego córki, który ma za zadanie ocieplić wizerunek tatusia, przysporzyć mu sympatii i przy okazji stanowić dla rodziny Tusków dodatkowe źródło dochodów. 

Miałabym inne zdanie na ten temat, gdyby np. blog powstał przed dojściem Tuska na szczyt władzy. Wtedy można by uznać, że jego córka po prostu dalej robi to, co robiła wcześniej. Jednak blog został założony w 2011 roku, a wtedy "Kasia" (jak sama siebie nazywa) była już córką premiera Rzeczypospolitej Polskiej, najbardziej wpływowego polityka w kraju (prezydent de facto pełni głównie funkcje reprezentacyjne). Polityka, który zaczynał powoli tracić uznanie narodu i w związku z tym pilnie potrzebował czegoś, co ociepli jego nadszarpnięty wizerunek. I w dodatku przyniesie całkiem niezłe pieniądze, bo tych przecież nigdy za wiele.

Podpieranie się rodziną nie jest żadną nowością w marketingu politycznym. Polityk mający rodzinę budzi zaufanie, kojarzy się ze stabilnością, rodzinnym ciepłem i obroną wartości. Facet na bilbordzie w otoczeniu żony i gromadki maluchów generuje u potencjalnych wyborców same pozytywne skojarzenia i uczucia. Jest rodzinny, to znaczy, że umie dbać, chronić i udzielać wsparcia. W czasie ostatniej kampanii wyborczej Bronisław Komorowski powiedział w swoim spocie, że "ktoś, kto umie zadbać o rodzinę, będzie umiał zadbać również o państwo". Powiedział to, gdyż miał świadomość, że wyborcy tak właśnie sądzą (w mniejszym lub większym stopniu), a poza tym chciał uderzyć w czuły punkt Kaczyńskiego, który rodziny nie ma. Donald Tusk również podpiera się rodziną, tylko że w bardziej chytry sposób. Nie robi tego wprost, na zasadzie "zobaczcie, to moja córka". 

Przeanalizuję teraz poszczególne elementy bloga córki premiera, aby pokazać, w jaki sposób manipuluje ona czytelnikami:

  1. Tytuł bloga - Make life easier (Uczyń życie prostszym) - tytuł bloga Tuskówny; By żyło się lepiej - hasło wyborcze Tuska. Bardzo podobne, nieprawdaż? Czysty przypadek czy manipulacja, jak myślicie?
  2. Imię - dorosłe osoby, w szczególności prowadzące blogi i będące córkami znanych polityków, zazwyczaj przedstawiają się swoim normalnym imieniem, a nie infantylnym zdrobnieniem, które pasuje do pięciolatki. Co to oznacza w tym konkretnym przypadku? Że "Kasia" chce wyjść przed czytelnikami na taką małą słodką córeczką tatusia. Chce wpłynąć na nich, aby właśnie tak ją postrzegali;
  3. Stwierdzenie " imała się wielu zajęć" (i poza tym ciągle podkreślanie w tabloidach, że w wieku 15 lat musiała pracować w smażalni i w ogóle czego to ona nie robiła, żeby zarobić parę groszy) - ma sprawiać wrażenie, że "Kasia" pochodzi z ludu, że miała takie same problemy z pieniędzmi jak każdy z nas, że musiała harować w pocie czoła jak taka zwykła córka sprzedawcy hot-dogów, pomywacza w barze lub śmieciarza. I że musiała od najmłodszych lat walczyć, aby przetrwać. Śmieszne to, dziwne? Otóż nic z tych rzeczy, to po prostu kontynuacja polityki tatusia i odwoływanie się do jego utożsamiania z prostymi ludźmi;
  4. Zdjęcie w opisie - "Kasia" wygląda na nim jak mała niewinna dziewczynka. Koczek, łososiowy sweterek i biały kołnierzyk - uosobienie niewinności i nieskażenia złem. Co to ma na celu? Przekonanie czytelników, że "Kasia" jest dobrym człowiekiem, a w związku z tym jej ojciec nie może być złym człowiekiem;
  5. Tytuły postów po angielsku - mają za zadanie pokazać, że Tuskówna pochodzi z rodziny, w której zna się język angielski. Swego czasu, gdy Tusk startował na prezydenta, często wytykano mu braki w znajomości tegoż języka. Tygodnik NIE zorganizował nawet prowokację mającą na celu zmusić Tuska do rozmowy po angielsku. Zagadnięty był w stanie wydukać z siebie tylko kilka słów, w których poprosił, by zadawano pytania wyłącznie po polsku.
  6. Zdjęcie w profilu - "Kasia" nie patrzy w obiektyw, jej wzrok opada, a włoski są upięte w kucyk. Wygląda jak mała dziewczynka onieśmielona wielkim aparatem. Ukryty przekaz? Patrzcie punkt 4 + weźcie pod uwagę, komu ona takie zdjęcie i opis w trzeciej osobie adresuje: dorosłym ludziom? Nie! Tego typu profil adresowany jest do dzieci, nastolatków, ewentualnie do młodych dorosłych (ok. 20 roku życia). Co to oznacza w praktyce? Zdobywanie zawczasu elektoratu dla tatusia, a może i... dla siebie. Tak, tak, wcale bym się nie zdziwiła, jakby za jakiś czas "Kasia" oświadczyła na swoim blogu, że zamierza zająć się polityką. Jest to jak najbardziej prawdopodobne zważywszy na fakt, że tak bardzo próbuje zaistnieć wśród młodszych wyborców.
Większość z was zapewne powie, że popadam w paranoję lub po prostu się czepiam. Być może to prawda i te wszystkie szczegóły są jedynie wynikiem przypadku, jednak mimo to odpowiedzcie sobie na pytanie: skoro "Kasia" Tusk chce do wszystkiego dojść sama odcinając się od działalności tatusia, to dlaczego nie publikuje pod pseudonimem i nie fotografuje modelek, tylko siebie? Przecież zakładając bloga, na którym się ujawnia, musiała wiedzieć, że wzbudzi sensację w blogosferze. Musiała wiedzieć, że ludzie z ciekawości będą wchodzić na jej blog tylko z tej racji, że jest córką obecnie urzędującego premiera. Na pewno domyślała się, że jako córka premiera zawsze będzie czytana przez rzesze obywateli, nawet jak będzie pisała o trutkach na szczury lub domowych sposobach na odciski. Domyślała się, że wszystko co robi jawnie, odbije się echem na życiu publicznym. Dlaczego więc nie publikuje pod pseudonimem i dlaczego sam Tusk nie miał nic przeciwko temu, żeby jego córka oficjalnie prowadziła blog o fatałaszkach? Odpowiedź wydaje się oczywista: to element marketingu politycznego i kolejny sposób na zarabianie kokosów. Wprawdzie rodzina Tusków na brak pieniędzy nie narzeka, ale skoro jest okazja do zdobycia następnych, to trzeba korzystać. Jeśli istnieją sprzyjające okoliczności, to nawet z gówna kasę się wyciągnie, czemu nie?

Na sam koniec wpisu zadam najważniejsze, a zarazem najprostsze pytanie: czy ktoś z was zwróciłby w ogóle uwagę na blog Make life easier, gdyby nie fakt, że jego autorką jest córka premiera? Nie? No to nie mam więcej pytań na ten temat. Sława rodzi sławę, pieniądz robi pieniądz - Tuskówna wie o tym tyle, co nikt inny.
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it