Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it

Ekshibicjonizm sieciowy

Temat zapewne tak stary jak sama blogosfera i portale społecznościowe. Ile pisać o sobie publicznie, jak bardzo się obnażać, jakie dane podawać, a jakie nie, czy odsłaniać się emocjonalnie, czy może lepiej zachować powściągliwość - te pytania dręczą każdego internautę i każdy internauta musi sobie sam na nie odpowiedzieć.

Ekshibicjonizm sieciowy

Istnieją różne szkoły na temat podawania danych w sieci. Pisałam już o tym trochę przy okazji posta o nickach, dzisiaj postaram się uzupełnić tę myśl. Na swej internetowej drodze spotkałam m. in. zwolenników udostępniania wszelkich danych i wszelkich informacji na swój temat. Ich argumenty były takie, że jeżeli ktoś postępuje w sieci godnie i uczciwie, zachowuje się prawidłowo, to nie ma się czego wstydzić i nie ma powodu ukrywać się pod płaszczem anonimowości. Czy popieram ten pogląd? Nie, nie i jeszcze raz nie! Kompromitujące zdjęcie lub kompromitujący wpis wrzucony pod wpływem chwili i podpisany własnym nazwiskiem może narobić w świecie realnym niezłego zamieszania i nieść ze sobą fatalne skutki. Każdy może mieć chwilę słabości i w chwili wzburzenia lub złości napisać w sieci o parę słów za dużo, np. na temat matki, ojca, szefa lub dzieci. Jeśli taki wpis będzie nosił znamiona anonimowości, nikomu nie stanie się krzywda i nikt nie zostanie poszkodowany, natomiast jeżeli będzie wrzucony pod własnym nazwiskiem i będzie widać personalnie, o jakiej konkretnie osobie jest, sprawa znacznie się skomplikuje. Słowa wypowiedziane w czterech ścianach mogą zostać rzucone na wiatr, zapomniane i wybaczone, ale internet nie wybacza nigdy. To, co wychodzi poza cztery ściany, staje się sprawą publiczną, czyli sprawą wszystkich.

Zanim podpiszemy coś publicznie własnym nazwiskiem, zastanówmy się dwa razy, a najlepiej nie dwa, ale trzy lub cztery. Zastanówmy się, czy chcielibyśmy, aby za kilka miesięcy, za rok czy za dwa, trafił na to zdjęcie czy na ten wpis np. nasz obecny lub przyszły pracodawca, nasi rodzice lub rodzeństwo, sąsiedzi lub dalecy krewni. Google nie zapomina, wystarczy, że ktoś wpisze nasze nazwisko i gotowe, już ma nas niemal na tacy.

Kilka miesięcy temu na wykopie było głośno o tym, że jeden z mikroblogerów pochwalił się, gdzie go przyjęli na praktyki i co konkretnie na nich robi, po czym następnego dnia został upomniany przez szefostwo, aby nie pisał za dużo na ten temat. Normalny praktykant zrozumiałby sytuację i przestałby zwierzać się na mikroblogu wszem i wobec ze spraw, które powinny pozostać między nim a pracodawcą. Jednak ten praktykant nie zrozumiał i od razu po rozmowie... pochwalił się na tym samym mikroblogu, że szef go upomniał, by za dużo nie pisał i że ciekawe dlaczego tak się tego uczepił. Oczywiście naturalną koleją rzeczy było zwolnienie gadatliwego i kompromitującego firmę praktykanta. Dziwicie się takiej decyzji? Ja nie. To logiczne, że poważne przedsiębiorstwo nie może sobie pozwolić na tolerowanie w swoich kręgach lekkomyślnego i mało rozgarniętego osobnika, który równie dobrze tydzień później mógłby zdradzić całemu wykopowi tajemnice służbowe lub dane interesantów.

Niekiedy ludzie po prostu nie kojarzą, że ich działania w świecie wirtualnym mogą mieć, wcześniej czy później, konsekwencje w świecie realnym. To nie jest tak, że to są dwie zupełnie odrębne rzeczywistości. Jeżeli wstawia się na jakiś portal swoje zdjęcia, podpisuje się coś własnym nazwiskiem lub nawet nie podpisuje, ale podaje się bardzo dużo szczegółów na swój temat, np. miasto, datę urodzenia, liczbę i płeć dzieci, zwierząt, wykonywany zawód, to ktoś w końcu może nas zdemaskować. Jeżeli już odczuwacie palącą potrzebę podzielenia się w necie swoimi problemami i troskami, róbcie to pod pseudonimem i podawajcie jak najmniej danych na swój temat. Pamiętajcie, że internet nie zapomina i nie wybacza. To, co wydostało się poza cztery ściany waszego domostwa lub poza waszą przestrzeń mózgową, do globalnej sieci, staje się automatycznie sprawą publiczną, czyli waszych sąsiadów, pracodawców i współpracowników, całej rodziny bliższej i dalszej, no i oczywiście wszystkich znajomych, też bliższych i dalszych. Tak więc, zanim publicznie i personalnie udostępnicie swoje wspomnienia lub przemyślenia, spytajcie samych siebie, co będzie, kiedy przypadkowo natknie się na nie mama, tata, brat, siostra, córka, szef lub Wiesiek z małżonką. Co sobie na wasz temat pomyślą, czy to, co upubliczniliście, nie zrani ich, nie zszokuje i nie naruszy ich prawa do prywatności lub wręcz intymności. Myślicie sobie: niemożliwe, oni na tę stronę nie wchodzą! Czyżby? A co, jeśli ktoś im powie o waszej działalności lub znajdą ją przez google? No właśnie. Nie róbcie niczego, czego nie dość, że będziecie żałować, to jeszcze ciężko będzie odkręcić.

Jeżeli ma miejsce taka sytuacja, że jesteście na kogoś źli, coś do niego macie i chcecie o tym pogadać, to nie róbcie tego publicznie, w komentarzach na blogu czy też na portalu społecznościowym. Nie pierzcie publicznie brudów, załatwcie sprawę tradycyjnie, w realu lub ewentualnie telefonicznie, przez gg bądź prywatne wiadomości. Za parę lat może się pogodzicie z daną osobą, a wtedy takie pranie brudów niepotrzebnie pozostawi w was niesmak i poczucie wyjątkowego zażenowania.

I tak na koniec: nawet, jeżeli faktycznie nie macie nic do ukrycia i możecie wszystko w sieci robić jawnie, to nie przesadzajcie z ową jawnością i nie uszczęśliwiajcie na siłę otoczenia opisami potraw, które jecie właśnie na śniadanie. To niesamowicie zraża i sprawia takie wrażenie, jakbyście ekscytowali się byle czym i nie odchodzili od komputera. W takiej sytuacji na dłuższą metę wasi znajomi zaczną się zastanawiać, czy wszystko jest z wami w porządku. :-)

Oczywiście nie namawiam do tego, żeby w ogóle nie mieć żadnych profili ani blogów pod własnym nazwiskiem lub w ogóle nie udzielać się na nich. Sugeruję jedynie to, aby udzielać się ostrożnie i z głową. I aby brać odpowiedzialność za swoje czyny w przestrzeni wirtualnej.
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Faceboku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Kanał RSS bloga Introwertyczka na Bloglovin Mail Introwertyczka na Disqus Introwertyczka na We heart it