11.08.2013

Blogowy wyścig szczurów

Zjawisko, które pozwoliłam sobie nazwać blogowym wyścigiem szczurów nieco różni się od prawdziwego wyścigu szczurów, który ma miejsce w świecie realnym. W świecie realnym walka toczy się o dobra, które są niezbędne do życia, lecz niestety ograniczone. Należą do nich: praca, a konkretniej zdobycie pracy lub konieczność jej utrzymania, zdobycie odpowiedniego wykształcenia, praktyki, umowy śmieciowe, czyli elementy niezbędne do doświadczenia zawodowego, a w tzw. wyższych sferach do tego wszystkiego dochodzi także możliwość zagranicznych wyjazdów związanych z rozwojem zawodowym. Innymi słowy, klasyczny wyścig szczurów, ma miejsce tam, gdzie w grę wchodzi kwestia przetrwania, sprawy dotyczące pracy, odpowiednich umiejętności i ładnie wyglądającego CV.

Czym zatem jest blogowy wyścig szczurów i czym różni się od klasycznego, realnego? Odpowiedź jest banalnie prosta: celem istnienia, przedmiotem pożądania. O ile w świecie realnym szczury walczą o przeżycie, o tyle w świecie wirtualnym chcą jedynie zaistnieć, zdobyć sławę i szacunek. Rymując rzeknę, iż tutaj nie chodzi o konkurencję, a jedynie o atencję.

Zapewne każdy bloger chciałby mieć jak najwięcej czytelników. Czy to oznacza, że każdy, kto funkcjonuje w blogosferze, automatycznie bierze udział w blogowym wyścigu szczurów? Oczywiście, że nie. Liczą się metody zdobywania tychże czytelników. Metody to tutaj słowo-klucz, główny sprawca zamieszania. 

O co więc konkretnie walczą szczury w wyścigu blogów? W zasadzie o wszystko, co mogłoby świadczyć o ich popularności i dużej liczbie czytelników: o wpisy, komentarze, obserwatorów, lajki, plusy, gwiazdki, oceny, twity, polecenia, udostępnienia i wszystko inne, co da się określić liczbą, zmierzyć oraz wycenić. W jaki sposób walczą? No właśnie, w tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy. Jak już wspomniałam w poprzednim akapicie, metody to słowo-klucz.

Blogowe szczury najczęściej stosują nieuczciwe metody promocji, lecz nie tylko. Co bardziej cwani przedstawiciele tego gatunku potrafią dodatkowo umiejętnie manipulować odbiorcą w taki sposób, że właściwie nie można ich posądzić o nic niewłaściwego, o żadne złe zachowanie, o jakąkolwiek nieuczciwość. Ewidentnie nie są w porządku, ale nie są też nieuczciwi. 

Muszę przyznać się szczerze i otwarcie, że inspiracją do napisania tegoż posta, czyli bezpośrednią przyczyną jego powstania był ten właśnie wpis. I już wiadomo, o co chodzi. Chcesz dostać kod tego widżetu? Musisz polubić naszą stronę na facebooku! Jeśli nie polubisz, kodu nie dostaniesz i idź bujaj woły. Czy jest to postępowanie nieuczciwe lub niewłaściwe? Oczywiście, że nie jest. To ich kod, więc mogą sobie z nim robić, co chcą i udostępniać komu chcą. Jednak czy to postępowanie jest w porządku? Według mnie nie jest. No bo niby dlaczego ja jako odbiorca mam być zmuszana do polubienia strony w celu dostania kodu HTML? Polubić, jak sama nazwa wskazuje, można stronę, którą się naprawdę lubi, a nie taką, która udostępnia za to widżety. Tak, to prawda, nie jest to żaden przejaw nieuczciwości, ale za to nadużycie - jak najbardziej. Sztuczne "napędzanie" czytelników i budowanie na siłę sztucznej popularności. Jaką wartość przedstawia lajk od osoby, która nie dała go bezinteresownie, a jedynie po to, by dostać jakiś kod? Obiektywnie rzecz biorąc żadnej, ale dla blogowego szczura ma wielką wartość - buduje atencję w blogosferze, przedstawia liczbowo jego królestwo i szacuje, ile on sam jest wart jako szczuroblogowicz, uczestnik wielkiego wyścigu.

Niektórzy z blogerów przewidują nawet... nagrody za komentowanie. Ciężko uwierzyć? A jednak to prawda, sami zobaczcie pod tym linkiem. I gdyby jeszcze to była nagroda za dotychczasowe komentarze, to pewnie miałoby jakiś sens, ale nie! Autorka namawia do wstawiania komentarzy, które potem nagrodzi. Czyli równie dobrze można jej pisać pod postami bzdury i spam, byleby dużo, dużo i jeszcze więcej. Potrzeba uznania nie śpi. Na marginesie dodam, że ta sama autorka znana jest na wykopie ze spamowania swoim blogiem wszędzie, gdzie się tylko da. Otrzymała nawet bana, podejrzewam, że właśnie za to.

Klasyką w blogosferze stało się zachęcanie różnego rodzaju fantami w zamian za dodanie się do obserwatorów. I tak, jak w przypadku opisanych wyżej sztucznych lajków, zwykły prosty człowiek zastanawia się: po co? Po co i na co komu obserwatorzy, którzy obserwatorami de facto nie są? Nie warto pytać. Tego typu pytania i rozważania nie mają zupełnie sensu, bowiem blogowy szczur nie jest zwykłym prostym człowiekiem i nie rozumuje takimi kategoriami. Pamiętajmy, że dla niego największe znaczenie ma wartość określana liczbą. Im wyższy wskaźnik, tym lepiej i nieważne, czy ten wskaźnik jest odzwierciedleniem sytuacji faktycznej czy nie jest. Liczą się tylko i wyłącznie wyniki. Im więcej, tym lepiej. Tak samo w przypadku obserwatorów - im więcej, tym lepiej i nieistotne, że połowa z nich już więcej na blog nie zajrzy. Oficjalnie są, istnieją, egzystują, obserwują i tylko to ma znaczenie.

Pewnie jesteście ciekawi, czy kiedykolwiek brałam udział w tego typu praktykach i czy dawałam komuś plusa, lajka, komentarz lub cokolwiek innego w zamian za określoną korzyść dla siebie. Odpowiem w ten sposób: nie przypominam sobie, aby coś takiego miało miejsce i aby coś takiego mnie się zdarzyło. Nie bawię w tego rodzaju gierki, gdyż wychodzę z założenia, że nie jestem małpką, której wystarczy obiecać banana w zamian za śmieszne sztuczki. To dla mnie zbyt poniżające i będące poniżej mojej godności.

Nie chcę być źle zrozumiana, jeśli zapisuję się np. do katalogu blogowego, to logiczne jest, że dodaję doń odnośnik na swoim blogu. Nie ma w tym nic złego, to zwykła i uczciwa wymiana. I jeśli ktoś dodaje się do obserwatorów mojego bloga lub profilu, daje mi plusa, komentuje, wpisuje się do księgi, to ja również jestem życzliwiej i bardziej pozytywnie do tej osoby nastawiona. Niekiedy odwiedzam i udzielam się na jej blogu lub profilu, a w przypadku google+ zdarzyło mi się parę razy udostępnić jakiś wpis tylko dla kręgów. Jestem zdania, że skoro ktoś jest zainteresowany tym, co robię, to zasługuje na "lepsze" traktowanie, że tak to szumnie nazwę. W przyszłości nie wykluczam również widżetu top komentator lub innych form promocji czytelników. Oczywiście form uczciwym i nie robiących z ludzi małpek służących jedynie do klikania w buttony w zamian za określone korzyści.

Reasumując, nie rozumiem, jak można w taki sposób traktować własnych czytelników i obiecywać im kody czy nagrody za to, że skomentują posty, dadzą lajki, zaobserwują itp. Sama nigdy w życiu nie zaproponowałabym czegoś takiego, ponieważ wg mnie jest to chore i dziwaczne. I przede wszystkim jest wyrazem traktowania czytelników jak stada baranów, które ma tylko klikać, klikać i klikać. Osobiście bardzo głupio bym się czuła, gdybym wiedziała, że odbiorcy są aktywni i polecają mój blog tylko z uwagi na fakt, że mogą za to coś wygrać lub dostać. Taki sztuczny lajk bądź pisany na siłę komentarz nie przedstawia absolutnie żadnej wartości. Być może, a właściwie na pewno, sporo tracę przez swoją postawę i najprawdopodobniej już zawsze będę mieć 0 lajków na facebooku, ale wolę to niż takie szczurze podchody i dziwne zagrywki.

Istnieją także fora stosujące podobne metody, czyli "zaloguj się, żeby widzieć treść skryptu", "treść dostępna tylko dla zalogowanych" itp. Rzecz jasna, takie coś również można "podciągnąć" pod wyścig szczurów, tyle że, z oczywistych przyczyn, już nie blogowy i rządzący się trochę innymi prawami. Tego typu fora bazują głównie na zbieraniu martwych dusz, czyli użytkowników logujących się raz czy dwa razy tylko i wyłącznie dla samego kodu. Co forum ma z tego? To samo, co blogowe szczury, czyli liczby, a właściwie atencję wyrażoną w liczbach i przekonanie przypadkowych gości o popularności danego forum.
Share:
Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Weebly Introwertyczka na Facebooku Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblerze Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Introwertyczka na We♥it Introwertyczka na Pinka Introwertyczka na Bloglovin Introwertyczka na Zblogowanych Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Pingerze Introwertyczka na Filmwebie Forum dla Ciebie Introwertyczka na Disqusie Napisz do mnie Subskrybuj blog
Kopiowanie treści jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.