Kim jesteś, hejterze?

lipca 24, 2013
Temat trollingu i hejterów był już poruszany wiele razy na różnego rodzaju blogach, został rozpracowany wzdłuż i wszerz, ja jednak chciałabym napisać coś o tym problemie ze swojego punktu widzenia.

Wszyscy internauci znają te definicje: troll to ktoś, kogo bawi, wprawia w dobry nastrój zaczepianie i obrażanie innych, a także wywoływanie kłótni podczas dyskusji na forum, z kolei hejter to ktoś, kto jest sfrustrowany, zły na cały świat, zazdrości wszystkim i z tego powodu dogryza w internecie, komu tylko się da. Niektórzy uznają te dwa pojęcia za synonimy,  w zasadzie jeśli wziąć pod uwagę "objawy", to faktycznie troll i hejter wiele się między sobą nie różnią.

Przyznam szczerze, że do poruszenia tego problemu i napisania tego posta skłonił mnie post pewnej blogerki z interii: oto on. Nie wiem, kim jest ta blogerka, trafiłam na jej blog przypadkiem. Kojarzę ją tylko z wykłócania się i wyzywania wszystkich od hejterów na innych blogach interii (ciekawi ludzie tam siedzą...). Tym sposobem dochodzimy właśnie do sedna problemu oraz pytania poruszonego przeze mnie w tytule: kim jesteś, hejterze?

Mam nieodparte wrażenie, że w internecie ostatnimi czasy (chociaż może tak było zawsze, tylko ja tego nie zauważyłam) wystarczy komuś nawet delikatnie zwrócić na coś uwagę, a już z miejsca jest się uznanym za hejtera. Nie trzeba wyzwisk, nie trzeba dogryzania, dokuczania, złych intencji, wystarczy jedynie zaakcentować istnienie danego zjawiska, a natychmiast zyskuje się miano hejtera. Czy posiadanie własnego zdania lub chęć zwrócenia uwagi na coś negatywnego czyni z nas hejterów? Wg niektórych- jak najbardziej.

Przedstawię pokrótce historię postu wymienionej wyżej blogerki z interii: któregoś pięknego dnia trafiłam przypadkowo na jeden z blogów interii, na którym, jak się okazało, pewna osoba publikuje swoje wiersze. Nic niezwykłego, powiecie. Tyle, że na pierwszej pozycji zamiast wiersza widniał apel o dziwacznym i wiele mówiącym tytule "uwaga, uwaga, uwaga!". Z treści dowiedziałam się, że autorka bloga ma pretensje, gdyż niektórzy zwracali jej uwagę na błędy ortograficzne w wierszach, a przecież ona ma zaświadczenie i nie musi pisać poprawnie. A jak się komuś nie podoba, to niech tu nie wchodzi... i inne tego typu teksty. Zaszokowało mnie to strasznie i rozbawiło zarazem. Wiem, że powinnam była kliknąć "wróć" i olać, ale na coś takiego wręcz nie mogłam nie zareagować. Napisałam szczerze w komentarzach, iż po raz pierwszy spotykam się z tego typu postawą. Że osoba pisząca wiersze powinna być autorytetem w dziedzinie poprawnej pisowni, a tu mamy sytuację wręcz odwrotną- osoba publikująca wiersze twierdzi, że nie będzie pisać poprawnie i już. Dodałam szczerze i otwarcie, że to trochę tak, jakby taksówkarz nie umiał jeździć, a sprzedawczyni w warzywniaku- posługiwać się wagą, absurdalna sytuacja. Taki był mój komentarz- wyraziłam swoje zdanie, nikogo nie zwyzywałam, nie poniżyłam, nie obraziłam. Nikogo nie uraziłam osobiście, gdyż nie było to moim celem. Napisałam jedynie swoją opinię na temat pewnego zjawiska, na temat sytuacji, którą zastałam. Nie rzucałam mięsem, nie wyzywałam, nie ubliżałam, spokojnie i rzeczowo przedstawiłam swoje argumenty, swoje zdanie. Zrobiłam to, ponieważ ten cały apel bardzo mnie zdziwił, a wręcz wydał mi się kompletnie niedorzeczny- rażące błędy ortograficzne na blogu dotyczącym motoryzacji, kajakarstwa lub hodowli kaktusów, można jakoś przeżyć, ale od osoby piszącej wiersze powinno się wymagać w miarę poprawnego posługiwania się językiem polskim. Kto jak kto, ale osoba tworząca słowem powinna znać wartość, jaką słowo ze sobą niesie i dbać o jego poprawność. Należałoby szanować narzędzie swojej pracy.

Stek wyzwisk, jaki poleciał pod moim adresem zarówno ze strony autorki bloga, jak i jednej z jej czytelniczek, przerósł moje wyobrażenia. Autorka nawet na innych blogach się skarżyła, że nawiedziła ją bardzo złośliwa osoba. Faktycznie, bardzo złośliwa, bo przecież... zwróciła jej uwagę, że nie powinna robić błędów w wierszach. Złośliwość, jakich mało.

Z ciekawości zaczęłam śledzić, jak się rozwinie sytuacja (tak, wiem, błąd). Okazało się, że kilka osób w komentarzach poparło moje zdanie, m. in. właśnie wymieniona w powyższym linku assunta4. Cyt. z linku: "osoba ta chcąc sprawić wrażenie, że ma swoich stronników wpisywała się pod innymi nickami pozorując dyskusję". Wychodzi więc na to, że ja jestem jedynie jednym z alter ego niejakiej assunty. Cóż, człowiek do końca siebie nie zna...

Wcześniej z linku dowiadujemy się, że owa assunta, której alter ego jestem "rozpoczęła atakowanie osób prowadzących blogi posuwając się nawet do skrajnej bezczelności krytykując wiek czy poziom doświadczenia życiowego autora". Nic takiego nie miało miejsca, a przynajmniej ja nic takiego nie zauważyłam.

Blogerka pisząca wiersze z rażącymi błędami usunęła swój apel i stwierdziła, że nie da się hejterom. Hejterom, czyli właściwie komu? Komuś, kto stwierdził, że wiersze i byki ortograficzne nie pasują do siebie?

Po co piszę o tym wszystkim? Po pierwsze dlatego, by przestrzec przed nadmierną szczerością w sieci. Pamiętacie wiersz Krasickiego "Malarze"? Piotr malował podobne, Jan piękniejsze twarze i oczywiście wiadomo, którego z nich uciskał głód. Ludzie nie chcą szczerości ani w świecie realnym ani w świecie wirtualnym. Nie chcą, by ktoś mówił im prawdę, stawiał przed nimi lustro. Gdy kobieta zrobi sobie nową fryzurę, to tylko po to, aby wszyscy ją chwalili, nie potrzebuje kogoś, kto powie jej prawdę i stwierdzi, że w dawnej wyglądała o niebo lepiej. Więc trzeba przytaknąć, że fryzura jest bardzo ładna albo, w ostateczności, trzymać gębę na kłódkę. W internecie jest tak samo- nikt nie chce znać prawdy na temat swojej twórczości, swojego bloga, swoich błędów, po co komu prawda? Tłum pochlebców wygląda bardziej estetycznie i podnosi samoocenę. Jeśli więc nie ma się dobrych wieści dla autora jakiegoś dzieła, lepiej się nie odzywać i zwyczajnie olać, dać se siana. Nie ma sensu robić sobie wrogów tylko dlatego, że nagle przyszła ochota na walkę o prawdę.

Po drugie, piszę o tym po to, by wreszcie odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule posta: kim jest ten cały hejter? No właśnie, kim? Może to ja, może assunta4, może ty, może autorka posta z linku, a może nikt nim nie jest? Może to tylko pojęcie wymyślone przez tych, których boli prawda.
2013 © Introwertyczka w sieci. Obsługiwane przez usługę Blogger.